Jeśli na ryby - to niezmiennie w tym samym składzie co kiedyś.
Mieliśmy upatrzone miejsce sprzed dnia wcześniej, jednak okazało się że
ktoś je nam zajął. Popatrzyliśmy na mapę i pojechaliśmy na drugą stronę
rzeki, znajdując jakąś spokojną zatoczkę. Po 21.00 byliśmy rozłożeni przed
zmrokiem i nastał czas na relaks... Czas leciał całkiem szybko, w końcu
trwają najkrótsze noce w roku. Przed 1.00 w nocy niebo się przetarło i po
chwili patrzenia w gwiazdy było widać drogę mleczną. Nawet udało się
całkiem fajne zdjęcie zrobić.
Kilkanaście minut po 3.00, powolutku
zaczyna robić się jasno. Godzinę później połaziłem po okolicy celem
złapania wschodu, ale nic ciekawego się nie działo więc odpuściłem. Po
drugie stronie rzeki ganiały się zające, powstało dokumentacyjne zdjęcie
ale nawet go tu nie umieszczam.
Udało się złowić 4 sumy wielkości około 30-40cm, oraz dwa klenie na spinning tuż przed zawijką do domu.
Miejsce jest fajne, około 200m dalej są wiaty, kosze na śmieci,
palenisko. W ogóle ścieżka rowerowa wygląda tak, jakby wjeżdżało się do
jakiejś wioski wikingów.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyprawy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyprawy. Pokaż wszystkie posty
piątek, 31 sierpnia 2018
niedziela, 1 kwietnia 2018
Tatry Wysokie, Świnica i Kościelec
Weekend w Tatrach Wysokich w trzyosobowym składzie. Termin na wyjazd mieliśmy zaklepany od ponad miesiąca. Po tygodniu zachmurzenia z opadami śniegu nadszedł czas na kilka słonecznych dni. W dodatku z naszym przyjazdem zmieniono stopień lawinowy na "jedynkę" - warunki idealne do zimowej wędrówki.
W dzień przyjazdu udaliśmy się z Kuźnic na Murowaniec, jednak z powodu braku miejsc zmieniliśmy lokalizację noclegu z powrotem na Kuźnice i tam mieliśmy naszą bazę wypadową.
Dzień drugi, zielonym szlakiem na Kasprowy Wierch a dalej czerwonym na Świnicę. Będąc na górze obserwujemy jak powoli przychodzą chmury, zakrywając wyższe szczyty, mimo to widoczność jest całkiem dobra. Przed 13.00 schodzimy z powrotem tą samą trasą. Na podejściu na Świnice trwają szkolenia wysokogórskie, kursanci uczą się chodzenia z asekuracją liny.
Dzień trzeci, szybkim krokiem ruszamy niebieskim szlakiem nad Czarny Staw Gąsienicowy a dalej czarnym na Kościelec. Świetna panorama na Tatry Zachodnie, na szczycie chwilę siedzę w krótkim rękawie bo słońce tak ostro grzeje.
Po kilkunastu minutach schodzimy w kierunku dolnej stacji kolejki krzesełkowej na Kasprowy. Nie wiadomo gdzie jest szlak, jest kilka wydeptanych ścieżek do tego mnóstwo tras narciarzy.
W pewnym momencie zauważamy człowieka, który leży bezpośrednio na śniegu, a obok niego leży plecak. Okazało się, że gość postanowił się zdrzemnąć na śniegu, bo w ogóle nie spał w nocy, a wybierał się na Kościelec bez raków, telefonu i herbaty. Daliśmy mu ciepłej herbaty, trochę czekolady i po chwili sprowadziliśmy go do najbliższego schroniska.
| Nasza "akcja ratunkowa" |
Co ciekawe, kilkanaście metrów obok przechodzili inni turyści i nikt nie zareagował a może nikt nie zauważył? Tak jak poprzedniego dnia około 14.00 szczyty pokryły się chmurami a my zaczęliśmy schodzić do cywilizacji. To mój pierwszy wyjazd zimowy w Tatry, z którego jestem bardzo zadowolony.
Fajnie doświadczyć chodzenia z rakami i z czekanem w takiej aurze.
wtorek, 6 marca 2018
Mroźna noc -21°C
Zacznijmy od początku... Miniony tydzień to czas niskich temperatur, silnych mrozów. Od kilku dni obserwowałem pogodę, kiedy temperatura będzie najniższa. Padło na noc z czwartku na piątek. Postanowiłem wybrać się do lasu na nockę, zobaczyć czy sprzęt, który mam sprawdzi się w takiej temperaturze. Wybrałem las mieszany z wieloma wąwozami i zamarzniętymi strumieniami. Rosną tam miejscowo buki, klony i ogromne jodły, świerki. Wiele razy przechodziłem tym wąwozem i zastanawiałem się kiedy w końcu tutaj prze biwakuję no i padło na zimę. Postaram się nieco przybliżyć temat - jak przygotowałem się do takiej nocy w lesie.
28.02/01.03.18 W lesie jestem przed południem, około 14.00 wybrałem miejsce w wąwozie przy zamarzniętym strumyku - celowo z nadzieją, że temperatura w takim miejscu będzie niższa niż gdzieś w leśnej gęstwinie. Nad moją głową jest bezpiecznie - nic nie powinno nocą spaść mi na głowę. Powoli rozpalam małe ognisko około 2,5 -3 metry od legowiska, tak żeby strzelające iskry iglastego drewna nie wypaliły mi dziur w puchowym śpiworze. Dookoła jest mnóstwo opału, niestety o małej kaloryczności - uschnięte świerki i jodły. W międzyczasie z dookoła obozowiska zbieram drewno, co chwila tnę piłą podłużne gałęzie na mniejsze części. Ważne, żeby zimą podczas mrozów pracować powoli, tak aby nie zapocić się, nie spowodować by ubrania stały się mokre. Ogień płonie, widzę w którą stronę wieje wiatr, przeważnie wieje z kierunkiem nurtu strumienia - tak jest i w tym przypadku. Rozkładam plandekę tak, aby stworzyć ścianę zasłaniającą mnie od wiatru - nie spodziewam się opadów śniegu a nad głową chcę mieć widok na korony drzew, gwiazdy i pełnię księżyca. Z drzew nade mną na tyle ile to możliwe strącam śnieg, który pod wpływem wysokiej temperatury z ogniska będzie później spadał na mnie i na moje "łóżko". Po odgarnięciu śniegu i rozstawieniu plandeki - jako posłanie posłużą mi gałązki jodłowe, kilka warstw zapewni izolacje i miękkość gdy położę na to karimatę. Izolacja od podłoża to bardzo ważna rzecz podczas nocowania w terenie, warto się do tego przyłożyć. Nawet jak się położymy i od razu będzie nam ciepło, to po kilku godzinach leżenia może okazać się, że jednak od spodu czujemy chłód. W takim przypadku dodatkowa bluza na karimatę powinna rozwiązać problem, jednak wolę bluzy używać jako poduszki pod głowę.
Ile zebrać drewna na taką noc? Doświadczenie i praktyka jest odpowiedzią na to pytanie. Ja po prostu wiem, że tyle drewna mi wystarczy na taką noc w takich warunkach i w takim momencie zaprzestaję zbierania. Ilość jaką powinniśmy zebrać zależy od grubości drewna, jego gatunku, wiatru który przyśpiesza spalanie, temperatury otoczenia i tego jak duże chcemy mieć ognisko, ile zamierzmy je palić i jak gospodarujemy opałem. Z reguły i/lub kiedy nie mamy takiego doświadczenia warto zebrać trochę więcej niż wydaje nam się że starczy. Zapobiegniemy wtedy nocnego lub porannego szukania i zbierania drewna po lesie z latarką. Opał, który zbieramy warto podzielić na kilka gradacji, czyli warto mieć przygotowaną podpałkę w przypadku kiedy płomień wygaśnie, będzie dużo żaru to szybko z powrotem rozpalimy porządny ogień dodając stopniowo co raz grubsze gałęzie. Najgrubsze kawałki warto dorzucić do ogniska tuż przed snem.
W małej dolince nie mam zasięgu telefonu. O miejscu, w którym biwakuję wiedzą osoby, które potrafiłyby tutaj trafić nocą nawet bez latarki w razie takiej potrzeby. Najbliższe domy ode mnie są w okolicach kilometra, nocą słychać szczekanie psów. Kiedy zaczynamy nocować w ujemnych temperaturach, zacznijmy od kilku stopni poniżej zera, podnosząc sobie poprzeczkę wraz z wzrostem doświadczenia i odpowiedniego wyposażenia. Dla wyjaśnienia napiszę, że ognisko zamierzam palić dla klimatu, nie zamierzam się nim ogrzewać podczas snu. Spanie bezpośrednio przy ognisku to zupełnie inny temat.

Około 18.00 słychać ostatni śpiew dzięcioła i nastaje zmrok, zanim zza drzew pojawi się księżyc rozświetlając las od środka. Drewno mam przygotowane, ognisko wytworzyło już sporo żaru, jest więc ciepło. Popijam herbatę z termosu, jem coś dobrego z ogniska i tak mija czas wpatrując się w płomienie ogniska i kręcący się dym ku górze. Mróz powoduje, że buki oddalone o kilkadziesiąt metrów charakterystycznie strzelają. W lesie totalna, mroźna cisza, słychać tylko trzask ogniska.
Mam dwie pary rękawiczek - jedne które mają zapewnić mi ciepło a drugie są do pracy przy drewnie. Śpiwory wyciągam godzinę przed położeniem się, tak aby się odpowiednio rozprężały. Na noc kładę się w dwóch śpiworach puchowych. Na zewnątrz X-lite 200g puchu natomiast w środku Mysterious Traveller 500g puchu, łącznie 700g puchu. Na sobie mam wełniane skarpety, które przebieram przed wejściem do śpiwora - zimą odczuwamy zimno w stopy z powodu wilgotnych skarpet, dlatego warto je zmienić przed snem. Kalesony, koszulka i czapka z wełny merino - to idealny materiał na niskie temperatury do marszu jak i do snu. Na szyi mam polarowy komin, dzięki któremu oddycham ustami ciepłym powietrzem - trzymam głowę poza śpiworem, tak aby wydychana para wodna nie osadzała się na śpiworze, który chłonie wilgoć.
Nie powinniśmy wkładać głowy do śpiwora, gdyż kondensacja pary wodnej spowoduje, że śpiwór wokół głowy nad ranem będzie bardzo mokry. Warto też wspomnieć, że śpiwór puchowy działa tak jak termos. Człowiek wytwarza ciepło, które kumulowane jest w śpiworze. Dlatego kładę się ubrany w koszulkę z krótkim rękawem lub do tego cienki polar, aby oddawać swoje ciepło w warstwy powietrza w śpiworze. Kiedyś myślałem, że ubieranie warstw ubrań do spania spowoduje, że śpiwór puchowy nie będzie nas odpowiednio ogrzewał, to powszechny błąd. Śpiwór będzie spełniał swoją rolę, jednak dłużej potrwa zanim go ogrzejemy. Porównaniem może być kurtka puchowa, którą nakładamy przeważnie na bluzę i doskonale spełnia swoją funkcję. Z mojej obserwacji cieplej jest w cienkiej bieliźnie niż w kilku warstwach ubrań. W ubraniach nigdy nie spałem w puchowych śpiworach. Kiedy mamy mokre buty powinniśmy je włożyć do szczelnego worka i wrzucić do śpiwora tam gdzie jest miejsce. Jeśli tego nie zrobimy buty zamarzną na "kamień" i możemy mieć problem z ich ubraniem. Moje buty były suche, więc nie mogły zamarznąć, położyłem je obok miejsca w którym spałem. Ubrania, w które będziemy ubierać o poranku można wykorzystać jako dodatkowa izolacja od podłoża. Kilka chwil przed ubraniem się, warto ubrania włożyć do śpiwora aby je ogrzać, wtedy unikamy nieprzyjemności związanej z ubieraniem lodowatych, zimnych ubrań.
Obok legowiska kładę kilka gałązek iglastych - kiedy zbliży się jakieś zwierzę wystarczy takie gałązki wrzucić do ogniska, przysporzy to na tyle hałasu, że zwierzęta powinny uciec. Tym razem się przydało, kiedy już zasypiałem za plecami pojawiło się kilka dzików, słyszałem że nadchodzą. Pokwiczały, więc wrzuciłem taką gałązkę w ogień - nie słyszałem w którą stronę uciekły ale już się nic nie pojawiło się do samego rana. W środku nocy księżyc świecił wprost na mnie - bez latarki mam na tyle jasno, że gdybym miał książkę ze sobą mógłbym śmiało ją czytać.
Przespałem kilka godzin, w większości leżałem wpatrując się w ogień lub czuwałem, z myślą że śpię. Drewna starczyło mi idealnie, kiedy zaprzestałem dorzucać do paleniska okazało się że starczyłoby mi jeszcze na około dwie godziny porządnego ogniska. Zabrałem ze sobą dwa termosy dla zwyczajnego komfortu - po 20 godzinach w takiej temperaturze herbata w środku nadal była gorąca. Odpuściłem sobie topienie śniegu, miałem ze sobą jeszcze butelkę wody. O poranku czuć gruby mróz odchodząc kilka metrów od obozu. Śnieg pod nogami niesamowicie skrzypi i piszczy od gumowej podeszwy buta - to jeden z piękniejszych dźwięków podczas wędrowania. Po godzinie 5.00 robię kilka zdjęć, zaczynam się pakować. Wychodzę z lasu, kiedy zaczyna robić się jasno - udało mi się zobaczyć zachodzący księżyc nad drzewami a za kilkanaście minut zacznie wschodzić słońce, na horyzoncie widać już pomarańczowo-różową łunę. Zdążyłem na pierwszego porannego busa i zadowolony wracam do domu jakoś przed siódmą. Okazało się, że temperatura o poranku wyniosła -21°C.
Zapewne kilka rzeczy pominąłem, które automatycznie uważam za oczywiste, lub najzwyczajniej o czymś zapomniałem. Swoją drogą, ciekawie się złożyło, bo równe 4 lata temu pierwszy raz spałem sam w lesie, w dodatku około 200m w innym miejscu - nad stawem, który widać na pierwszym zdjęciu.
28.02/01.03.18 W lesie jestem przed południem, około 14.00 wybrałem miejsce w wąwozie przy zamarzniętym strumyku - celowo z nadzieją, że temperatura w takim miejscu będzie niższa niż gdzieś w leśnej gęstwinie. Nad moją głową jest bezpiecznie - nic nie powinno nocą spaść mi na głowę. Powoli rozpalam małe ognisko około 2,5 -3 metry od legowiska, tak żeby strzelające iskry iglastego drewna nie wypaliły mi dziur w puchowym śpiworze. Dookoła jest mnóstwo opału, niestety o małej kaloryczności - uschnięte świerki i jodły. W międzyczasie z dookoła obozowiska zbieram drewno, co chwila tnę piłą podłużne gałęzie na mniejsze części. Ważne, żeby zimą podczas mrozów pracować powoli, tak aby nie zapocić się, nie spowodować by ubrania stały się mokre. Ogień płonie, widzę w którą stronę wieje wiatr, przeważnie wieje z kierunkiem nurtu strumienia - tak jest i w tym przypadku. Rozkładam plandekę tak, aby stworzyć ścianę zasłaniającą mnie od wiatru - nie spodziewam się opadów śniegu a nad głową chcę mieć widok na korony drzew, gwiazdy i pełnię księżyca. Z drzew nade mną na tyle ile to możliwe strącam śnieg, który pod wpływem wysokiej temperatury z ogniska będzie później spadał na mnie i na moje "łóżko". Po odgarnięciu śniegu i rozstawieniu plandeki - jako posłanie posłużą mi gałązki jodłowe, kilka warstw zapewni izolacje i miękkość gdy położę na to karimatę. Izolacja od podłoża to bardzo ważna rzecz podczas nocowania w terenie, warto się do tego przyłożyć. Nawet jak się położymy i od razu będzie nam ciepło, to po kilku godzinach leżenia może okazać się, że jednak od spodu czujemy chłód. W takim przypadku dodatkowa bluza na karimatę powinna rozwiązać problem, jednak wolę bluzy używać jako poduszki pod głowę.
Ile zebrać drewna na taką noc? Doświadczenie i praktyka jest odpowiedzią na to pytanie. Ja po prostu wiem, że tyle drewna mi wystarczy na taką noc w takich warunkach i w takim momencie zaprzestaję zbierania. Ilość jaką powinniśmy zebrać zależy od grubości drewna, jego gatunku, wiatru który przyśpiesza spalanie, temperatury otoczenia i tego jak duże chcemy mieć ognisko, ile zamierzmy je palić i jak gospodarujemy opałem. Z reguły i/lub kiedy nie mamy takiego doświadczenia warto zebrać trochę więcej niż wydaje nam się że starczy. Zapobiegniemy wtedy nocnego lub porannego szukania i zbierania drewna po lesie z latarką. Opał, który zbieramy warto podzielić na kilka gradacji, czyli warto mieć przygotowaną podpałkę w przypadku kiedy płomień wygaśnie, będzie dużo żaru to szybko z powrotem rozpalimy porządny ogień dodając stopniowo co raz grubsze gałęzie. Najgrubsze kawałki warto dorzucić do ogniska tuż przed snem.
W małej dolince nie mam zasięgu telefonu. O miejscu, w którym biwakuję wiedzą osoby, które potrafiłyby tutaj trafić nocą nawet bez latarki w razie takiej potrzeby. Najbliższe domy ode mnie są w okolicach kilometra, nocą słychać szczekanie psów. Kiedy zaczynamy nocować w ujemnych temperaturach, zacznijmy od kilku stopni poniżej zera, podnosząc sobie poprzeczkę wraz z wzrostem doświadczenia i odpowiedniego wyposażenia. Dla wyjaśnienia napiszę, że ognisko zamierzam palić dla klimatu, nie zamierzam się nim ogrzewać podczas snu. Spanie bezpośrednio przy ognisku to zupełnie inny temat.
Około 18.00 słychać ostatni śpiew dzięcioła i nastaje zmrok, zanim zza drzew pojawi się księżyc rozświetlając las od środka. Drewno mam przygotowane, ognisko wytworzyło już sporo żaru, jest więc ciepło. Popijam herbatę z termosu, jem coś dobrego z ogniska i tak mija czas wpatrując się w płomienie ogniska i kręcący się dym ku górze. Mróz powoduje, że buki oddalone o kilkadziesiąt metrów charakterystycznie strzelają. W lesie totalna, mroźna cisza, słychać tylko trzask ogniska.
Mam dwie pary rękawiczek - jedne które mają zapewnić mi ciepło a drugie są do pracy przy drewnie. Śpiwory wyciągam godzinę przed położeniem się, tak aby się odpowiednio rozprężały. Na noc kładę się w dwóch śpiworach puchowych. Na zewnątrz X-lite 200g puchu natomiast w środku Mysterious Traveller 500g puchu, łącznie 700g puchu. Na sobie mam wełniane skarpety, które przebieram przed wejściem do śpiwora - zimą odczuwamy zimno w stopy z powodu wilgotnych skarpet, dlatego warto je zmienić przed snem. Kalesony, koszulka i czapka z wełny merino - to idealny materiał na niskie temperatury do marszu jak i do snu. Na szyi mam polarowy komin, dzięki któremu oddycham ustami ciepłym powietrzem - trzymam głowę poza śpiworem, tak aby wydychana para wodna nie osadzała się na śpiworze, który chłonie wilgoć.
Nie powinniśmy wkładać głowy do śpiwora, gdyż kondensacja pary wodnej spowoduje, że śpiwór wokół głowy nad ranem będzie bardzo mokry. Warto też wspomnieć, że śpiwór puchowy działa tak jak termos. Człowiek wytwarza ciepło, które kumulowane jest w śpiworze. Dlatego kładę się ubrany w koszulkę z krótkim rękawem lub do tego cienki polar, aby oddawać swoje ciepło w warstwy powietrza w śpiworze. Kiedyś myślałem, że ubieranie warstw ubrań do spania spowoduje, że śpiwór puchowy nie będzie nas odpowiednio ogrzewał, to powszechny błąd. Śpiwór będzie spełniał swoją rolę, jednak dłużej potrwa zanim go ogrzejemy. Porównaniem może być kurtka puchowa, którą nakładamy przeważnie na bluzę i doskonale spełnia swoją funkcję. Z mojej obserwacji cieplej jest w cienkiej bieliźnie niż w kilku warstwach ubrań. W ubraniach nigdy nie spałem w puchowych śpiworach. Kiedy mamy mokre buty powinniśmy je włożyć do szczelnego worka i wrzucić do śpiwora tam gdzie jest miejsce. Jeśli tego nie zrobimy buty zamarzną na "kamień" i możemy mieć problem z ich ubraniem. Moje buty były suche, więc nie mogły zamarznąć, położyłem je obok miejsca w którym spałem. Ubrania, w które będziemy ubierać o poranku można wykorzystać jako dodatkowa izolacja od podłoża. Kilka chwil przed ubraniem się, warto ubrania włożyć do śpiwora aby je ogrzać, wtedy unikamy nieprzyjemności związanej z ubieraniem lodowatych, zimnych ubrań.
Obok legowiska kładę kilka gałązek iglastych - kiedy zbliży się jakieś zwierzę wystarczy takie gałązki wrzucić do ogniska, przysporzy to na tyle hałasu, że zwierzęta powinny uciec. Tym razem się przydało, kiedy już zasypiałem za plecami pojawiło się kilka dzików, słyszałem że nadchodzą. Pokwiczały, więc wrzuciłem taką gałązkę w ogień - nie słyszałem w którą stronę uciekły ale już się nic nie pojawiło się do samego rana. W środku nocy księżyc świecił wprost na mnie - bez latarki mam na tyle jasno, że gdybym miał książkę ze sobą mógłbym śmiało ją czytać.
Przespałem kilka godzin, w większości leżałem wpatrując się w ogień lub czuwałem, z myślą że śpię. Drewna starczyło mi idealnie, kiedy zaprzestałem dorzucać do paleniska okazało się że starczyłoby mi jeszcze na około dwie godziny porządnego ogniska. Zabrałem ze sobą dwa termosy dla zwyczajnego komfortu - po 20 godzinach w takiej temperaturze herbata w środku nadal była gorąca. Odpuściłem sobie topienie śniegu, miałem ze sobą jeszcze butelkę wody. O poranku czuć gruby mróz odchodząc kilka metrów od obozu. Śnieg pod nogami niesamowicie skrzypi i piszczy od gumowej podeszwy buta - to jeden z piękniejszych dźwięków podczas wędrowania. Po godzinie 5.00 robię kilka zdjęć, zaczynam się pakować. Wychodzę z lasu, kiedy zaczyna robić się jasno - udało mi się zobaczyć zachodzący księżyc nad drzewami a za kilkanaście minut zacznie wschodzić słońce, na horyzoncie widać już pomarańczowo-różową łunę. Zdążyłem na pierwszego porannego busa i zadowolony wracam do domu jakoś przed siódmą. Okazało się, że temperatura o poranku wyniosła -21°C.
Zapewne kilka rzeczy pominąłem, które automatycznie uważam za oczywiste, lub najzwyczajniej o czymś zapomniałem. Swoją drogą, ciekawie się złożyło, bo równe 4 lata temu pierwszy raz spałem sam w lesie, w dodatku około 200m w innym miejscu - nad stawem, który widać na pierwszym zdjęciu.
wtorek, 27 lutego 2018
Gorc poraz kolejny
Kolejny raz w Gorcach, kolejny raz ten sam szlak, kolejny raz ta sama
chatka co kiedyś... Tak to już jest, że lubię wracać w miejsca, które
po prostu lubię. Jednak tym razem pogoda nie pozwoliła na dalekie
obserwacje.
Powyżej 800m n. p. m. mgła i ograniczona widoczność a na polanach i odsłoniętych miejscach wiatr. Temperatura w okolicach -10 stopni, do tego kilkadziesiąt cm sypkiego śniegu na zmrożonej warstwie. Szlak przetarty i dobrze ubity, także warunki do pieszej turystyki dobre. Tym razem wybraliśmy się w kilka osób do chatki na Gorcu.
Tak się złożyło, że byliśmy tylko my, więc mieliśmy całą chatkę dla siebie. W nocy przebudziła się mysz, która biegała w ścianach, jednak nie hałasowała na tyle, aby było to uciążliwe - bywało gorzej na przykład z popielicami w Bieszczadach.
Skoro
widoczność jest słaba, jest to dobra okazja do spaceru po okolicznym
lesie, poza szlakiem - tam gdzie mnie oczy poniosą, bo tak najbardziej
lubię poznawać nowe tereny.
Powyżej 800m n. p. m. mgła i ograniczona widoczność a na polanach i odsłoniętych miejscach wiatr. Temperatura w okolicach -10 stopni, do tego kilkadziesiąt cm sypkiego śniegu na zmrożonej warstwie. Szlak przetarty i dobrze ubity, także warunki do pieszej turystyki dobre. Tym razem wybraliśmy się w kilka osób do chatki na Gorcu.
Tak się złożyło, że byliśmy tylko my, więc mieliśmy całą chatkę dla siebie. W nocy przebudziła się mysz, która biegała w ścianach, jednak nie hałasowała na tyle, aby było to uciążliwe - bywało gorzej na przykład z popielicami w Bieszczadach.
| Pustka |
sobota, 20 stycznia 2018
Mogielica, Beskid Wyspowy
14.01 Mogielica w dniu dzisiejszym, zielony szlak z Chyszówki. Wielu z Was na
pewno spędziło dzień w lesie czy na szlaku w górach - pogoda wręcz
idealna. Szybki, jednodniowy wypad w góry. Na pogórzu mimo mrozu warunki
wiosenne, jednak powyżej 800m n.p.m. zaczyna się zima. Zmrożona warstwa
śniegu w lesie, miejscowo oblodzony szlak a na drzewach mnóstwo szronu.
Na szczycie na wieży momentami mocniejszy, zimny wiatr. Dookoła
przewalały się chmury, które co chwila zmieniały otoczenie z widokiem na
Tatry, Gorc czy Babią Górę.
Swoją drogą - blisko pięć lat temu, wyjście na m.in Mogielicę nocą było moim pierwszym wyjazdem w góry... Tymczasem zobaczcie kilka zdjęć...
Swoją drogą - blisko pięć lat temu, wyjście na m.in Mogielicę nocą było moim pierwszym wyjazdem w góry... Tymczasem zobaczcie kilka zdjęć...
niedziela, 31 grudnia 2017
Inwersja w Gorcach - 06-07.12.17
Obserwowałem pogodę kilka dni, kiedy w końcu jest jakaś szansa na przejaśnienie, na słoneczny dzień. Nie tak dawno wróciłem z Gorców, wiedziałem że jest sporo śniegu, a w międzyczasie jeszcze dosypało. Przekładając wyjazd z dnia na dzień, w końcu zebrałem się i pojechałem. Planowałem podjechać do Szczawy, skąd przez Gorc zajść na Turbacz, kolejnego dnia zataczając pętle wrócić z powrotem na Gorc. Robiłem podobną trasę kiedyś zimą. Finalnie wyszło zupełnie inaczej...
Przed 12.00 jestem na czarnym szlaku, początkowo droga prowadzi zmrożonym i śliskim asfaltem, w lesie okazuje się, że szlak zupełnie nie jest przetarty. Nie ma zbyt dużej widoczności, jest środek tygodnia - zapowiadają się pustki w górach, ale to dobrze. Idąc co raz wyżej, jest znacznie więcej śniegu. Okiść na drzewach robi wrażenie i dodaje aury jak na prawdziwą zimę nastało. Idę spokojnie, bo robię po drodze zdjęcia, i tak jeśli zajdę gdzieś na nocleg to jak już będzie ciemno.
Na polanie Świnkówka jestem przed 14.00, na takiej wysokości jest po kolana śniegu a w niektórych miejscach ponad metr. W takiej sytuacji byłem już pewien, że na Turbacz na pewno nie zajdę, pomyślałem o jakiejś alternatywie, zatem ruszyłem dalej w stronę wieży widokowej. Po przejściu polany, w lesie stwierdziłem że to nie jest najlepszy pomysł. Jest późno, wieje silny wiatr, zaczął sypać śnieg i nadeszła mgła, bo przestałem widzieć co jest przede mną na polanie.
Zabrałem ze sobą namiot na wypadek gdybym miał polegać tylko na sobie i spać w lesie, jednak idealną alternatywą tego dnia okazała się chatka z piecem, z drewnem. Zawróciłem i po chwili ogrzewałem się już w chatce, myśląc cały czas o kolejnym dniu i planie na szlak, skoro są takie warunki. Najpierw rozpakowałem się, dopiero po chwili rozpaliłem w piecu. Nabrałem sporo śniegu, który topiłem w garnkach na herbatę i co jakiś czas dokładałem do pieca słuchając trzasku drewna. Wiedziałem, że tego dnia nikt nie już nie przyjdzie, także miałem absolutny spokój. Nawet myszy nie harcowały po ścianach. Spokojna, bardzo ciepła noc.
Poranek leniwy, nie chciało mi się zebrać. Taki przyjemny wypoczynek w ciszy, jednak robiło się jasno. Wychodząc przed chatkę widok okazał się niesamowity, w dolinie mgła a na horyzoncie widok na Tatry. Przekąsiłem coś szybko, wypiłem kubek herbaty, wrzuciłem wszystko do plecaka i udałem się na wieżę widokową do której miałem niecały kilometr.
Przez noc moje ślady całkowicie zasypało, ciekawie to wygląda, wychodząc na zewnątrz. Droga do wieży wymagająca w śniegu po kolana, narzuciłem szybkie tempo, nie wiedząc jak długo potrwa cały spektakl mgieł i chmur.
Wychodząc na wieżę, okazało się że całe Podhale i Pieniny toną we mgle, a za nimi widoczne jest całe pasmo Tatr. Dookoła wyłaniały się wieże widokowe m.in na Radziejowej, Lubaniu, Mogielicy, Koziarzu. Idealnie było widać wyróżniającą się Babią Górę. Mgły co chwila zmieniały swoją postać, w niektórych miejscach zanikały po czym znowu się pojawiały. Co chwila zmieniałem kierunek w którym fotografowałem.
Na wieży spędziłem lekko ponad godzinę czasu. Wiatr był umiarkowany, kilka stopni poniżej zera, więc było bardzo przyjemnie. Przy takich widokach lekkie odczucie zimna nie byłoby wcale dokuczliwe. Myślałem, że dopiero jutro będzie inwersja podczas wschodu i/lub zachodu słońca, jednak obecnie tym bardziej mi to na rękę.
Około 11.00 zacząłem wracać tą samą drogą, po swoich śladach w idealnie słonecznej aurze w zasypanym lesie przez śnieg. Nie śpieszno mi, mam mnóstwo czasu, mogę spacerować i chłonąć las... Wracając spotkałem dwóch turystów, którzy ucieszyli się na mój widok, dlatego że choć trochę dalej będzie przetarty szlak. Mieli w planie latać dronem nad okolicznym lasem. Niżej, szybkim krokiem zmierzam przez Nową Polanę do Szczawy.
Po drodze pomyliłem szlak ze ścieżką zrywkową, bo tak śnieg zawiał moje ślady, jednak szybko się zorientowałem - to pewnie z emocji po tak udanym poranku. Tak jak poprzedniego dnia cała droga po asfalcie w zacienionej dolinie jest oblodzona, wolnym tempem pomagając sobie kijkami docieram do skrzyżowania z główną drogą.
Przepakowuję plecak i próbuję łapać stopa w kierunku Zabrzeża, a dalej do Nowego Sącza. Po pięciu minutach zatrzymał się samochód jadący prosto do Nowego Sącza. po drodze zatrzymaliśmy się jeszcze w sklepie, dostałem na drogę do domu dwa pączki i chleb - bo pewnie jestem zmęczony po dwóch dniach w górach... Przesiadka i tym sposobem przed 16.00 jestem z powrotem w domu. Czasami plan pozostaje tylko planem a warunki atmosferyczne wszystko weryfikują.
Warto być odpowiednio przygotowanym i umieć odszukać alternatywę w razie jakiegoś niepowodzenia na szlaku. Niespodziewane sytuacje powodują niezapomniane przygody, tak jak było w tym przypadku.
Przed 12.00 jestem na czarnym szlaku, początkowo droga prowadzi zmrożonym i śliskim asfaltem, w lesie okazuje się, że szlak zupełnie nie jest przetarty. Nie ma zbyt dużej widoczności, jest środek tygodnia - zapowiadają się pustki w górach, ale to dobrze. Idąc co raz wyżej, jest znacznie więcej śniegu. Okiść na drzewach robi wrażenie i dodaje aury jak na prawdziwą zimę nastało. Idę spokojnie, bo robię po drodze zdjęcia, i tak jeśli zajdę gdzieś na nocleg to jak już będzie ciemno.
Na polanie Świnkówka jestem przed 14.00, na takiej wysokości jest po kolana śniegu a w niektórych miejscach ponad metr. W takiej sytuacji byłem już pewien, że na Turbacz na pewno nie zajdę, pomyślałem o jakiejś alternatywie, zatem ruszyłem dalej w stronę wieży widokowej. Po przejściu polany, w lesie stwierdziłem że to nie jest najlepszy pomysł. Jest późno, wieje silny wiatr, zaczął sypać śnieg i nadeszła mgła, bo przestałem widzieć co jest przede mną na polanie.
Zabrałem ze sobą namiot na wypadek gdybym miał polegać tylko na sobie i spać w lesie, jednak idealną alternatywą tego dnia okazała się chatka z piecem, z drewnem. Zawróciłem i po chwili ogrzewałem się już w chatce, myśląc cały czas o kolejnym dniu i planie na szlak, skoro są takie warunki. Najpierw rozpakowałem się, dopiero po chwili rozpaliłem w piecu. Nabrałem sporo śniegu, który topiłem w garnkach na herbatę i co jakiś czas dokładałem do pieca słuchając trzasku drewna. Wiedziałem, że tego dnia nikt nie już nie przyjdzie, także miałem absolutny spokój. Nawet myszy nie harcowały po ścianach. Spokojna, bardzo ciepła noc.
Poranek leniwy, nie chciało mi się zebrać. Taki przyjemny wypoczynek w ciszy, jednak robiło się jasno. Wychodząc przed chatkę widok okazał się niesamowity, w dolinie mgła a na horyzoncie widok na Tatry. Przekąsiłem coś szybko, wypiłem kubek herbaty, wrzuciłem wszystko do plecaka i udałem się na wieżę widokową do której miałem niecały kilometr.
Przez noc moje ślady całkowicie zasypało, ciekawie to wygląda, wychodząc na zewnątrz. Droga do wieży wymagająca w śniegu po kolana, narzuciłem szybkie tempo, nie wiedząc jak długo potrwa cały spektakl mgieł i chmur.
Wychodząc na wieżę, okazało się że całe Podhale i Pieniny toną we mgle, a za nimi widoczne jest całe pasmo Tatr. Dookoła wyłaniały się wieże widokowe m.in na Radziejowej, Lubaniu, Mogielicy, Koziarzu. Idealnie było widać wyróżniającą się Babią Górę. Mgły co chwila zmieniały swoją postać, w niektórych miejscach zanikały po czym znowu się pojawiały. Co chwila zmieniałem kierunek w którym fotografowałem.
Na wieży spędziłem lekko ponad godzinę czasu. Wiatr był umiarkowany, kilka stopni poniżej zera, więc było bardzo przyjemnie. Przy takich widokach lekkie odczucie zimna nie byłoby wcale dokuczliwe. Myślałem, że dopiero jutro będzie inwersja podczas wschodu i/lub zachodu słońca, jednak obecnie tym bardziej mi to na rękę.
Około 11.00 zacząłem wracać tą samą drogą, po swoich śladach w idealnie słonecznej aurze w zasypanym lesie przez śnieg. Nie śpieszno mi, mam mnóstwo czasu, mogę spacerować i chłonąć las... Wracając spotkałem dwóch turystów, którzy ucieszyli się na mój widok, dlatego że choć trochę dalej będzie przetarty szlak. Mieli w planie latać dronem nad okolicznym lasem. Niżej, szybkim krokiem zmierzam przez Nową Polanę do Szczawy.
Po drodze pomyliłem szlak ze ścieżką zrywkową, bo tak śnieg zawiał moje ślady, jednak szybko się zorientowałem - to pewnie z emocji po tak udanym poranku. Tak jak poprzedniego dnia cała droga po asfalcie w zacienionej dolinie jest oblodzona, wolnym tempem pomagając sobie kijkami docieram do skrzyżowania z główną drogą.
Przepakowuję plecak i próbuję łapać stopa w kierunku Zabrzeża, a dalej do Nowego Sącza. Po pięciu minutach zatrzymał się samochód jadący prosto do Nowego Sącza. po drodze zatrzymaliśmy się jeszcze w sklepie, dostałem na drogę do domu dwa pączki i chleb - bo pewnie jestem zmęczony po dwóch dniach w górach... Przesiadka i tym sposobem przed 16.00 jestem z powrotem w domu. Czasami plan pozostaje tylko planem a warunki atmosferyczne wszystko weryfikują.
Warto być odpowiednio przygotowanym i umieć odszukać alternatywę w razie jakiegoś niepowodzenia na szlaku. Niespodziewane sytuacje powodują niezapomniane przygody, tak jak było w tym przypadku.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

