Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bieszczady. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bieszczady. Pokaż wszystkie posty

piątek, 31 sierpnia 2018

Bieszczady w maju - 09-12.05.18

Kilka dni w Bieszczadach, celem zobaczenia żywej zieleni, i wschodów słońca. Przy okazji odwiedziłem ponownie znane mi okolice i miejsca. Krótka fotorelacja.


Mgła o wschodzie słońca w dolinie Solinki
Żółty szlak na Połoninę Wetlińską
W drodze na Smerek, widok na Przełęcz Orłowicza i Połoninę Wetlińską
Las majowy
Pod Smerkiem

Burza i deszcz na Słowacji
Ostatni płat śniegu w Bieszczadach. Na stoku Wielkiej Rawki najdłużej się utrzymuje

Mgła w dolinie Wetlinki

Chwilę po wschodzie słońca

środa, 31 stycznia 2018

Bieszczady styczeń - 24.28.01.2018

Co prawda przyjechałem wcześniej, bo zapowiadało się słonecznie, jednak to kolejne spotkanie z Tomkiem w Bieszczadach. Ostatnim razem jesiennie, tym razem zimowo. Następne spotkanie późnym latem... Zimowa fotorelacja:

Zielonym szlakiem na słoneczną Połoninę Caryńską. Pogoda bardzo złudna, jest słonecznie jednak na górze bardzo silny wiatr, poprzez który niektórzy turyści z dziećmi zawracali z powrotem w dół
Zimowa widokówka
Warto czasem wyjść z zaśnieżonego lasu
Wiatr, mgła i brak szlaku na Caryńskiej
Na polar i kurtkę, która zatrzymuje moje ciepło ubrałem duży i gruby polar. W ten sposób na wietrze i mrozie mogłem spokojnie spędzić dwie godziny do zmroku.
Warunki na zimowy zachód zapowiadają się dobrze. Przez chwilę niewyraźnie było widać Tatry.
Przelewające się mgły
Na chwilę szczyty buków zapłonęły, kiedy mgłę oświetliło pomarańczowe słońce
Nastała ciemność, czas w dół
Kolejny dzień, zejścia z Caryńskiej w kierunku schroniska na Kolibie

Śniegu jest dużo, ale zwróćcie uwagę na te szalejące chmury

Las w drodze na Bukowe Berdo
To ciekawe, że miejscami jest ponad metr śniegu natomiast w innych miejscach nie ma go wcale. Nie stopniał, tylko wiatr go wywiał w inne miejsca.
Moment, kiedy za chwilę nastanie mgła i nie będzie nic widać
Przed zmrokiem jednak pogoda się poprawiła, przespaliśmy się więc w namiotach na Przełęczy Goprowskiej
Zimowy świt na Przełęczy Goprowskiej. W nocy panowała absolutna cisza i brak wiatru. Słyszałem jedynie pisk ryjówki dobierającej się do mojego ostatniego ciastka pozostawionego w plecaku. Wbrew pozorom miejsca, to była moja najbardziej cicha noc spędzona w terenie.

niedziela, 29 października 2017

Jesień w Bieszczadach

Październik to zdecydowanie czas na jesień w Bieszczadach. Początkowo, głównie buczyny i klony zaczynają przebarwiać swoje korony z zielonych na zielonożółte liście. Pierwsze przymrozki oraz intensywne deszcze i wiatr przyśpieszają czas przebarwiania drzew i opadania liści. Zdecydowanie drugi tydzień października to był najbardziej intensywny czas na paletę barw i kolorów na połoninach. Jedynie czego brakowało to słońca, aby kolory te były bardziej intensywne. Z czasem w środku lasu zaczęło robić się żółto. Wiązy, graby i buki opanowały cały las żółto-pomarańczowym kolorem. W tym roku jarzęby na połoninach w mgnieniu oka stały się bezlistne, nie obrodziły także owocami. Jak zawsze w międzyczasie niepostrzeżenie jesiony i niektóre lipy i klony zrzuciły swoje liście całkowicie. Modrzewie  i brzozy, wierzby i olchy dopiero zaczynają zmieniać swoje liście, są bardziej odporne na niesprzyjające warunki. Zdecydowanie brakło słońca tej złotej jesieni, dopiero w połowie października nastał pierwszy słoneczny dzień, kiedy już w górnej granicy lasu buczyny straciły swoje barwy i w pół opadły z liści...

Jeziorko Bobrowe u stoku Chryszczatej

Las pod Chryszczatą
Po wspomnianym wcześniej forumowym zlocie w kilka osób udaliśmy się na Jeziorko Bobrowe, w jesiennym klimacie to miejsce prezentuje się chyba najlepiej. Dalej na Chryszczatą stromym i pięknym lasem, po śladach stada żubrów. Nocujemy w chatce z piecykiem a przed tym gotujemy samo dobro i na piecu i na ognisku na zewnątrz. Zaczęło padać, jutro ma być podobnie, więc dopiero kolejnego pójdziemy w góry.




Okolice Cisnej
Po dwunastu kilometrach dotarliśmy do samochodu, a dalej ruszyliśmy pod Hon, po chwili przerwy i naładowaniu baterii do aparatu kierujemy się na rezerwat Sine Wiry. Spokojna a zarazem rwąca rzeka ładnie prezentuje przełom skalny. Powoli zapada zmrok, jednak coś jeszcze widać.... Przy samochodzie jesteśmy już po ciemku. Wieczór przy ognisku, noc w namiotach w towarzystwie lisa, który co chwila przybiegał w nasza okolicę...


Sine Wiry
Padło na Rabią Skałę, przeszliśmy z Wetliny żółtym szlakiem na Jawornik i dalej w stronę granicy. Las od środka jest całkowicie żółty, zanim weszliśmy na samą górę, od słowackiej strony pojawiło się mnóstwo chmur, chwilami z drobną mżawką. Krótki i spokojny dzień, po którym wracam do domu na dwa dni zostawić część rzeczy i przepakować plecak żeby z powrotem wrócić w Bieszczady na dalszą część jesieni...

Żółtym szlakiem, przez żółty las na Rabią Skałę
Widoki z Paportnej
W kierunku zachodzącego słońce
Kolejny raz padło na Rawki, akurat że do Wetliny przyjechałem przed 15.00 padło na zachód słońca w okolicach Rawek. Tym razem umówiłem się tutaj z Tomkiem, z którym poznaliśmy się dwa i pół roku temu, kiedy mniej więcej w tym samym czasie przemierzaliśmy GSB. Zaczęło mocno wiać, jednak warunki zapowiadały ładny zachód słońca. Przed zmrokiem schodzimy kawałek dalej i nocujemy gdzieś w namiocie.

Zaraz chmury zasłonią kolorową łunę
Po herbacie i chwili rozmowy, nastała bardzo ciemna, pochmurna noc - wcześnie jest ciemno więc idziemy spać, najwyżej wcześnie wstaniemy i ruszymy dalej.
Mamy bardzo spokojny, elastyczny plan czyli nie spieszyć z kilometrami i chłonąć piękno przyrody jak najbardziej jest to możliwe. Kolejnego dnia przeszliśmy przez Przełęcz Orłowicza, gdzie ilość ludzi powoduje że kolejną przerwę zrobimy sobie w lesie. Spokojnym tempem, czarnym szlakiem kierujemy się na Jaworzec. Pochmurne niebo niestety nie pozwoliło na obserwację gwiazd. Swoją drogą w schronisku ciągle trwają zmiany w dobrym kierunku, atmosfera jest typowo schroniskowa i klimat tworzy fajna ekipa, którą pozdrawiam.

Wąwóz
Żółty szlak w kierunku Orłowicza
Drzwi cerkwi we wsi Jaworzec
Ciepła noc w namiocie i w drogę. Przez opuszczoną wieś Jaworzec i Łuh, po bosej przeprawie przez Wetlinkę dotarliśmy szutrową drogą na most w Studennym. Tutaj zaczyna się najdłuższe pasmo naszych Bieszczadów, mające około 15 km ciągnące się aż do Smolnika. Na grani w lesie rozpalamy mały ogień, czas na kiełbaskę. Trafiliśmy na szlak konny, którym mniej więcej trzymamy się do Przełęczy Hulskie, gdzie zaczyna się niebieski szlak przez Otryt do Dwernika.


Most w Studennym
Początkowo spokojnym tempem, później szybszym krokiem jesteśmy przy chacie, jednak schodzimy do Dwernika spotkać się ze znajomymi Tomka u Lestka. Swoją drogą bardzo fajne i spokojne miejsce na uboczu drogi. Ogarnęliśmy się, zjedliśmy coś bo akurat skończył nam się prowiant.






Las na Otrycie
Poranek
Przenocowaliśmy ponownie w namiocie a o poranku obudziła nas gęsta mgła i wilgoć w powietrzu. Świetnie wypić sobie poranną herbatę w takich warunkach, kiedy mgły uchodzą a nad nami jest błękitne niebo. Tego dnia rozjeżdżamy się w swoje strony... Dzięki za podwózkę pod Caryńską. Słoneczna pogoda spowodowała, że przeszedłem przez Caryńską do Berehów Górnych. Schodząc, do góry idzie mnóstwo osób, korzystając z idealnej pogody. Jest dokładnie połowa października, to pierwszy w tym miesiącu słoneczny dzień.

W drodze na Caryńską
Pod Wysoką Połoniną z Pozdrowieniami dla całej Załogi
Miałem w planie pojeździć jeszcze na rowerze, tak też zrobiłem. Podjechałem na stopa do schroniska Pod Wysoką Połoniną, gdzie rozbiłem namiot i przepakowałem plecak. Wypożyczyłem rower i pojechałem przed siebie, zatrzymując się w atrakcyjniejszych terenach. Jazda samochodem jako pasażer jest przyjemna, kiedy podziwiamy okoliczne ściany lasu. Jadąc rowerem, wolniej jest na to więcej czasu, można więcej dostrzec i poznać nowe miejsca. Pojechałem do Cisnej a dalej przez Żubracze doliną Solinki do Roztok Górnych. Wróciłem do Cisnej i pojechałem z powrotem do Wetliny.
Trasa około 50 km spokojnym tempem z przerwami zajęła mi prawie 5 godzin.

Obecnie, pod koniec października spadł śnieg. Myślę że zdecydowanie to już czas po kolorowej jesieni, która trwała krótko i przeminęła z wiatrem bardzo szybko...

czwartek, 31 sierpnia 2017

21-25.08.17 - Sierpniowe Bieszczady

Kolejny raz w Bieszczadach, ale dopiero trzeci raz w okresie wakacyjnym. Można powiedzieć że to był spontaniczny wyjazd, żeby odpocząć ale jednocześnie coś zobaczyć. Pojechaliśmy we trzech... Planowaliśmy tydzień, jednak wyszło tylko pięć dni.


Pierwszy dzień był sztywny - dojeżdżamy do Cisnej, przepakowujemy się i idziemy czarnym szlakiem na Łopiennik. W schronisku przy jedzeniu jednak rozleniwiliśmy się i poszliśmy tylko nad Solinkę. Spontanicznie rzuciłem hasło: dobra, to chodźmy na Jasło na zachód słońca. Chłopaki podchwycili temat i zaczęli mnie namawiać, żebyśmy faktycznie poszli. Nie byłem pewien czy zdążymy na zachód, w końcu to kawał drogi pod górę lasem, jednak namówili mnie i o 17.30 ruszamy. Ten szlak jest mi znany, szedłem nim już pięć razy, jednak za każdym razem trafiłem na mgłę.

Dobrze, że zabrałem cały sprzęt do fotografii ze sobą. Dwie godziny później jesteśmy na górze, zdążyliśmy zobaczyć ostatnie promienie słoneczne chowające się za warstwą chmur nad horyzontem. Sierpień to czas w Bieszczadach, kiedy połoniny tracą swoją zieleń, trawy się żółcą a borówki czerwienieją i rudzieją. O poranku w dolinach jest mgła, powoli zbliża się jesień.




Wracamy po zmroku, po ciemku z latarkami. Okazja na nocne zdjęcia w lesie. Przecinając leśną sokówkę nad nami doskonale widać drogę mleczną. Zdążyliśmy nawet z powrotem do Cisnej przed 22.00 żeby do sklepu wstąpić.


W nocy pod namioty podchodził lis, słyszałem że próbuje dostać się do mojej menażki ale przepędziłem go i poszedł do drugiego namiotu. W południe pod schronisko podchodzi jeleń, zwany Fernando, w maju dopiero co rosło mu poroże...








Dzisiaj plan to przejść Rabską Doliną przez Żebrak w lasy pod Chryszczatą. W lesie spokój, nie spotkaliśmy zwierzyny, prócz salamandry. Pogoda w sam raz aby spędzić noc w leśnej chatce. Jest pochmurno, pada, momentami chłodno a w kolejne dni ma być lepiej. Czas wolno i przyjemnie leci. Jedyne co przeszkadza to popielica hałasująca w nocy.



Wracamy przez takie wioski jak Mików i Smolnik, gdzie udaje nam się złapać stopa we trzech prosto do Cisnej do schroniska pod Honem. Tego dnia już nigdzie nie wychodzimy, jedynie co to planujemy kolejny dzień tak, aby nie nosić zbędnego ekwipunku.

Tak jak zapowiadano - jest przejrzyste niebo, warto wybrać się w góry, dzisiaj Bukowe Berdo przez Tarnicę do Wołosatego. Bez problemu dostajemy się do Ustrzyk Górnych gdzie zostawiamy depozyt w schronisku i bierzemy miejscówkę pod namiot na noc. Dalej podjeżdżamy do Mucznego, skąd szybkim krokiem udajemy się na Bukowe.

Kolejny raz robię tą trasę, przyjemna i niezbyt wymagająca a przede wszystkim dużo widoków. Przy zejściu z Tarnicy uciążliwymi schodami zabolało mnie coś w kolanie - czyżby wychodziły skutki ostatniego marszu? Z trzema przerwami udaje mi się zawitać w Wołosatym, jednak myślałem, że będzie ciężko. Później mi przeszło i do dzisiaj nie miałem podobnej sytuacji, być może coś jednorazowego. Z racji, że zostało nas dwóch i mamy jeden namiot, w pewnym sensie spaliśmy we dwóch pod namiotem - trzeba sobie jakoś radzić. Jakoś wolę namiot, niż pokój wieloosobowy. Mam pewność, że się wyśpię i niczym się nie przejmuję.

Dzień autostopowy. Podjeżdżamy w kilka miejsc nad San zaczynając od Procisnego. Tutaj Wołosate wpływa do Sanu. Występuje tutaj tojad wschodniokarpacki, to jedno z jego stanowisk w Bieszczadach. Oprócz tego strome zbocze porasta ogromny pióropusznik strusi, robi wrażenie. Dalej do Dwernika, gdzie na Sanie widać pokaźne kaskady. Pogoda jest idealna na wypoczynek nad rzeką.



Robimy tutaj dłuższą przerwę i zastanawiamy się co dalej, skoro jutro wracamy. Po dwóch godzinach podjechaliśmy do Berehów Górnych a dalej do Wetliny. Odwiedziliśmy Schronisko pod Wysoką Połoniną, gdzie zjedliśmy smaczny obiad. No i wróciliśmy do Cisnej. Musiałem stąd odebrać pozostałe rzeczy, które były jako depozyt podczas marszu dookoła Polski.




Z utęsknieniem wyczekuję jesieni, wtedy ponownie zawitam...