Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szlaki długodystansowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szlaki długodystansowe. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 13 września 2018

Mały Szlak Beskidzki - 25-22.06.2018

Przepowiednia pogodowa niezbyt optymistyczna
Mały Szlak Beskidzki o długości 137 km przebiega przez pasma górskie, które omija Główny Szlak Beskidzki, czyli Beskid Mały, Makowski i Wyspowy. Spakowałem się na lekko w plecak o pojemności 20l i w drogę. Pogoda zmienną jest, przelotne opady trwały po kilka godzin. Momentami wychodziło słońce i było całkiem ciepło, po czym w lesie chłód i ubierałem kurtkę przeciwdeszczową. Szlak w znacznej większości prowadzi lasem, mało asfaltu i łąk na otwartej przestrzeni.


Szlak w moim odczuciu jest wzorowo oznaczony, tylko raz zgubiłem oznaczenie szlaku - za bardzo się zamyśliłem patrząc pod nogi. Przejście z Bielsko-Białej do Rabki-Zdrój zajęło mi 4 dni. Było intensywnie, ale niezbyt trudno, szlak nie jest specjalnie wymagający.

Z widokiem na miasto... Spotkałem tutaj coś w rodzaju "obławy" straży leśnej na jeżdżących mnogo ludzi na motokrosach
To jedno z ciekawszych miejsc na szlaku jak dla mnie. Zbocze bukowe przypomniało mi las niczym z Bieszczadów
Kolejny rozgardiasz zrywkowy na szlaku. Oczywiście tablice o zakazie wstępu...
Dzień drugi, pogoda mglista, rześko. Temperatura 5 stopni. Zakładam od razu kurtkę, żeby nie przebierać się w ciągu dnia
Przelotny deszcz z cyklu popada dwa dni i przeleci?
Przejście nad Skawą. Spotkałem tutaj parkę bociana czarnego
Dzień trzeci. Groźne chmury, zapowiadające kolejną falę deszczu. Wychodząc zaczęło padać, po chwili wyszło słońce. Grzbietem który idę świeci słońce, natomiast po mojej prawej stronie sytuacja tak właśnie wygląda
Nasze Beskidzkie szlaki, takie piękne...
Idę zygzakiem omijając błotniste kałuże
Na Kudłaczach brak ludzi, cisza i spokój. Padało praktycznie całą noc. Jednak przestało w samą porę, kiedy zacząłem się już zbierać.
Mglistość nie ustępuje na pewnej wysokości.
Z widokiem na rozległą Mszanę Dolną. Momentami ostre słońce. Duszno, chmury wypiętrzają się jakby zbierało się na burzę - zgodnie z prognozami. Finalnie jednak nic nie zagrzmiało.
Ostre podejście na Luboń Wielki na sam koniec dnia daje o sobie znać. Jednak lubię krótkie i strome podejścia. Tym bardziej, że za chwilę ukończę kolejny szlak.
Krótki, prosty szlak, mimo to zadowolony jestem że udało się go przejść. Krótka przerwa w schronisku i czas schodzić na obrzeża Rabki-Zdrój. W dodatku patrząc na szlak niebieski i zielony pomyliły mi się kolory i szedłem dłuższą drogą. No ale co tam...
To pierwszy szlak, na który zabrałem niskie buty. Na taki dystans w takim terenie było to idealne rozwiązanie mimo deszczu, jednak buty bez membrany szybko schną. Po prawej na zdjęciu widać cały ekwipunek, który ze sobą zabrałem i miałem w plecaku o łącznej wadze 4 kg. Niesamowita różnica w marszu z tak lekkim plecakiem. Na szlaku nie ma problemu z wodą, pokonując odpowiedni dystans do kolejnej miejscowości.


Porównując do innych pasm górskich i szlaków - MSB nie ujął mnie jakoś szczególnie, może kilka miejsc mi się spodobało bardziej szczególnie. Ponownie, drugi raz - nie wybrałbym się na ten szlak, nie jest na tyle atrakcyjny.

piątek, 31 sierpnia 2018

Pogórze Wiśnickie, marsz - 50 km

Nie jest to długi dystans, ale to najdłuższy szlak na Pogórzu Wiśnickim, stąd dodałem do kategorii szlaki długodystansowe.


Na Pogórzu Wiśnickim mamy czerwony szlak. Na mapie turystycznej prowadzi z Brzeska do Jasienia zataczając prawię pętlę. W rzeczywistości błądząc za nieaktualnym oznaczeniem zatoczylibyśmy pętlę. Wybrałem swoją wersję szlaku... Od dawna już się chciałem tam wybrać, jednak zawsze odkładałem to na kiedyś, skoro tak naprawdę to jeden dzień wędrówki, to można iść kiedykolwiek... 



Miałem iść dzień wcześniej, jednak burza przerwała moje plany, poza tym było już późno jak na taką trasę. No to poszedłem dzień później - tym bardziej że chciałem iść w słonecznej pogodzie. Słońce było, ale niezbyt gorąco, około 22 stopnie. Lubię wędrować w takich warunkach... Dwa razy zgubiłem szlak, raz nadłożyłem drogi a drugim razem okazało się, że cały czas jestem na szlaku tylko przez długi czas nie ma nigdzie oznaczenia. 


Kiedy zgubię szlak, potrafię się z powrotem szybko odnaleźć, patrzę na mapę i otoczenie i idę orientacyjnie do szlaku, czy ścieżki. Szlak w większości prowadzi asfaltem, polami i częściowo lasem.

 








Przez całą drogę zjadłem 6 bananów i 4 pączki. Wypiłem 3,5 l wody. Za to w domu najadłem się konkretnie obiadem. Jak na drogę "z marszu" wyszło całkiem dobrze, brak odcisków, jakoś nie czuję się potwornie zmęczony dzień później - co nie znaczy że dzisiaj znowu bym zrobił blisko 50 km... Jeśli miałbym wędrować kilka dni inaczej rozłożyłbym kilometraż. Ale skoro to tylko jeden dzień, to można iść iść dopóki sił starczy nie patrząc na konsekwencje kolejnego dnia - że po prostu nie damy rady dalej iść.

Pokonanie 49,1 km zajęło mi 9 godzin 20 minut. Średnie tempo wyszło 5,26 km/h. Więc całkiem dobrze. Pierwsza taka wędrówka z plecakiem na lekko. Podoba mi się

poniedziałek, 31 lipca 2017

121 dni pieszo dookoła Polski

121 Dzień, przystanek Przejazdowo
To właśnie z tego przystanku 4 miesiące temu zaczęliśmy naszą wędrówkę...
121 dni marszu, ponad 3500 km pieszo dookoła Polski. Najpierw wzdłuż granicy Rosji, Litwy, Białorusi, Ukrainy, po czym Słowacja - Beskidy, Tatry, Czechy - Sudety i Karkonosze; dalej wzdłuż Niemiec a na końcu wybrzeże Bałtyku... Ale od początku...

Finał

Początek plażą
Pierwotnie naszą trasę zaczęliśmy z Bieszczad 7 marca, jednak po pięciu dniach brodzenia w śniegu po kolana wróciliśmy do domów, przemyśliwając sytuację. W sumie już w górach podjęliśmy decyzję, że skoro wracamy to za dwa dni trzeba ruszyć z innego miejsca wzdłuż innej granicy. Padło na okolice Gdańska w kierunku wschodnim. Musieliśmy wybrać północ Polski, akurat jak dotrzemy ponownie w Bieszczady to śnieg stopnieje, kolejną niewiadomą były Tatry.


Gdzieś przy kamieniołomie
Podmokła Puszcza Romincka
16 marca zaczęliśmy nasz marsz, najpierw Mierzeją Wiślaną po czym omijając Zalew zaczęliśmy z Fromborku granicę z Rosją, gdzie od razu zaczęły się pierwsze kontrole straży granicznej. Ta granica zdecydowanie była najnudniejsza z wyjątkiem Puszczy Rominckiej. Dużo nadłożyliśmy tutaj kilometrów, bo ciężko było iść równo, w miarę wzdłuż granicy. Kolejna granica z Litwą, gdzie kilka dni mamy spokój z kontrolami straży.



Sasanka w Puszczy Augustowskiej
Dzielimy sobie każdy odcinek trasy na granicę wzdłuż której idziemy. Przeszliśmy przez Puszcze Augustowską, gdzie odwiedziliśmy kolejny trójstyk granic, po czym zaczęliśmy iść wzdłuż Białorusi. Przy tej granicy jest najdalej wysunięty punkt Polski na wschód. Nasza droga przebiega w większości przez asfaltowe, kamieniste, żwirowe, piaszczyste, polne i leśne podłoże, jednak byliśmy na to przygotowani. Odwiedziliśmy na trasie Białowieski Park Narodowy.


Bug
Puszcza Białowieska

Bieszczady, w drodze na Przełęcz Bukowską
Po 31 dniach dotarliśmy na trójstyk granic z Ukrainą i Białorusią przy Bugu. Granica z Ukrainą była naszą ostatnią, po czym miał się zacząć zupełnie nowy etap wędrówki czyli Góry. Momentami, tam gdzie się da idziemy wzdłuż rzeki, w większości jednak najbliższymi drogami. Kilka dni później docieramy do miejsca, gdzie Bug wypływa z Ukrainy, to też był jeden z naszych punktów kontrolnych. Za Przemyślem zaczęło się Pogórze Przemyskie, dokładnie Kalwaria Pacławska zapoczątkowała etap górski.

Krzemieniec
Dalej zaczęły się już znane tereny czyli Bieszczady i kolejny punkt do zaliczenia czyli źródła Sanu. Tym sposobem skończyły się notoryczne kontrole straży granicznej, z naszych obliczeń wyszło, że mieliśmy łącznie około 120 kontroli, na co straciliśmy około półtorej dnia
.





Na Krzemieniec - trójstyk granicy z Ukrainą i Słowacją dotarliśmy po 49 dniach. Udało się i prawie cały śnieg na granicznym szlaku stopniał, bo około 300 metrów szliśmy po zalegających, ubitych płatach śniegu. Dzień później z Roztok Górnych zjeżdżamy do Bacówki pod Honem w Cisnej, gdzie zaplanowaliśmy naszą drugą przerwę na regenerację i odpoczynek. Niesamowite jakie uczucie towarzyszy człowiekowi, kiedy po 50 dniach marszu zdajemy sobie sprawę, że nie jesteśmy nawet w połowie naszej trasy a zaczynamy góry czyli najbardziej wymagający odcinek. Zdecydowanie przygraniczne tereny Bieszczad i Beskidu Niskiego były najbardziej dzikie na całej naszej trasie - w ciągu 4 dni marszu spotkaliśmy tylko dwóch ludzi.

Tatry w kierunku Wołowca
W Tatry dotarliśmy późnym wieczorem 14 maja, gdzieś w Tatrach wypadał nasz półmetek wędrówki. Planowo tak mniej więcej zakładaliśmy. Tutaj również mieliśmy szczęście, bo od 15 maja otwierane są zimowe szlaki, które szybko są wydeptywane. W ostatnim czasie stopniało też dużo śniegu, co umożliwiło nam drogę granią, czerwonym szlakiem. Odpuściliśmy Rysy, tam potrzebne było doświadczenie, raki i czekany, warunki były nie najlepsze. Kolejne pasmo to Beskid Żywiecki i słynna Babia Góra. Tego dnia było słonecznie i dosyć parno, z daleka było widać jak nad Babią wisi chmura. Na szczycie gęsta mgła i silny wiatr który prawie nami przewracał.


Wiatr, Babia Góra
Skończyliśmy Słowacką granicę i przy trójstyku z Czechami rozpoczęliśmy najdłuższy odcinek graniczny 796 km. Już mamy prościej bo możemy bez problemu przechodzić przez granicę i wyznaczać nasz własny szlak. Za krótkim Beskidem Śląskim upuszczamy Beskidy i na kilka dni schodzimy z gór, do czasu aż zaczną się Sudety, które są o wiele mniej wymagające. Czerwiec zaczynają się pierwsze dni z ostrym, letnim słońcem. Po przejściu przez Góry Opawskie dużo jest odcinków kiedy idziemy po równym terenie. Zdecydowanie bardziej dzikie tereny przy granicy z Czechami to Kotlina Kłodzka, Masyw Śnieżnika, gdzie mieliśmy największą ulewę i burzę na trasie.

Szczeliniec Wielki w Górach Stołowych
Kolejne z ciekawszych miejsc to Park Narodowy Gór Stołowych, po czym przeszliśmy w Karkonosze. Jeśli chodzi o góry, to zdecydowanie najwięcej ludzi było w Karkonoszach, tym bardziej że trafiliśmy jakiś długi weekend. Po przejściu kolejnego pasma górskiego zostało kilka dni po równym terenie do trójstyku granicy z Niemcami. Dotarliśmy tam po 95 dniach marszu. Nie będą nam się już śniły po nocach biało-czerwone betonowe słupki graniczne z Czechami i Słowacją. Już praktycznie wiemy, że się uda. Przyśpieszamy nieco tempo marszu, robimy więcej kilometrów w ciągu dnia.

Nocleg nad Odrą
Maszerujemy najbliższymi drogami wzdłuż Nysy Łużyckiej przez Bory Dolnośląskie, Krajobrazowy Park Łuk Mużakowa, aż docieramy do miejsca gdzie Nysa wpływa do Odry. Dwa dni szliśmy po niemieckiej stronie ścieżką rowerową wzdłuż rzeki. Zobaczyliśmy też ujście Warty, zdobyliśmy kolejny najdalej wysunięty punkt Polski na zachód. Zaczęliśmy się zbliżać do Bałtyku coraz bliżej. Pocisnęliśmy więc około 47 kilometrów w stronę Nowego Warpna, gdzie kolejnego dnia chcieliśmy przeprawić się przez Zalew Szczeciński. Wiał wiatr, mało kto wypływał na drugą stronę zalewu, więc okazji nie złapaliśmy. Dogadaliśmy się ze Zbyszkiem, który swoim małym jachtem przeprawił nas na drugą stronę. Półtorej godziny płynęliśmy na bujających falach. Tutaj emocje były większe jak podczas niedźwiedzi w Bieszczadach. W Świnoujściu podeszliśmy pod granicę polsko-niemiecką, robiąc pamiątkowe zdjęcie przy obelisku.

Woliński Park Narodowy, klify
Zachodzące słońce
Wybrzeże - ostatni odcinek, nawet nie wiemy ile nam dokładnie kilometrów zostało, ale z każdym krokiem coraz mniej. Wyspa Wolin i Woliński Park Narodowy, tutaj można zobaczyć największe klify z plażą, gdzie leżą ogromne kamienie. W Międzywodziu musieliśmy zrobić dzień przerwy, nadwyrężyłem śródstopie z powodu tak długiego marszu bez podeszwy w bucie. Następnego dnia jest lepiej, jednak wiem że do końca sytuacja się nie poprawi. Idziemy plażą po ubitym piasku, lasem albo ścieżką rowerową. Omijamy wszystkie kanały rzeczne i porty.

Obumarły ols na wydmach w Słowińskim Parku
W Ustce musieliśmy ominąć poligon wojskowy nadkładając kilometry po asfalcie. Myśleliśmy, że nad morzem będzie najgoręcej, jednak wcale tak nie jest. Temperatura jest idealna, do tego wieje zachodni wiatr w plecy. Nocujemy bezpośrednio na plaży lub w lesie. Ostatni na naszej trasie Słowiński Park Narodowy przechodzimy plażą, gdzie trafiamy na konkretną burzę pomiędzy Bałtykiem a jeziorem Gardno. Pozostał nam jeszcze Hel - w jedną stronę idziemy pieszo, pod kopiec Kaszubów. Jednak z powrotem, żeby nie nadkładać kilometrów wracamy busem. Czasami zdarzało nam się korzystać z autostopu, żeby podjechać do sklepu czy na nocleg, jednak zawsze wracaliśmy i kontynuowaliśmy marsz z tego samego miejsca. Do przejścia pozostało nam tylko Trójmiasto, które przeszliśmy najszybszą drogą.

15 lipca, około 21.30 dotarliśmy na przystanek Przejazdowo, skąd zaczęliśmy marsz w kierunku wyspy Sobieszewskiej a przez Mierzeję Wiślaną...

Podziękowania przede wszystkim dla Bacówka PTTK pod Honem w Cisnej za wsparcie i ogólną pomoc na szlaku podczas naszej wędrówki. Byliście od początku do końca!
 
Dziękujemy też wszystkim ludziom spotkanym, którzy nas przenocowali, pomogli, wskazali drogę drogę...
4 miesiące marszu to dobry sprawdzian dla sprzętu który się ze sobą zabrało. Zniszczyliśmy tylko buty, reszta ponownie dobrze się sprawdziła. Powstało kilka pomysłów co zmienić w swoim ekwipunku, ale to drobnostki. Przeszliśmy przez 11 województw, 10 parków narodowych. Zobaczyliśmy najdalej wysunięte punkty Polski na północ, południe, wschód i zachód. Byliśmy na wszystkich trójstykach z graniczącymi państwami. Najniższa temperatura na szlaku wyniosła -6 stopni, natomiast najwyższa około 35 stopni, w ciągu takiego dnia wypiłem 6 litrów płynów. Najwięcej w ciągu dnia przeszliśmy 47 km a najdłużej szliśmy około 13 godzin w górach. Mieliśmy każdą pogodę: konkretna burza z mniejszym lub większym deszczem albo gradem, po czym pojawiała się tęcza, kilkudniowa mgła, silny wiatr utrudniający drogę, trafiliśmy też na wiosenną śnieżycę.

Słowiński Park Narodowy
Nabyliśmy nowe, cenne doświadczenie. W międzyczasie powstało kilka nowych pomysłów na wędrówkę. Czas zregenerować się, odpocząć i ogarnąć sprzęt na kolejny szlak. To była naprawdę długa trasa pod względem czasu i kilometrów. Sukcesem długodystansowego szlaku jest odpowiednie nastawienie i odpowiednio dobrany ekwipunek na plecach... Że tak wstać jutro po prostu i nigdzie nie iść?

Zmiany, zmiany - czyli złe dobrego początki...

Na szlaku granicznym leży jeszcze sporo śniegu, w którym zapadamy się przeważnie po kolana. Towarzyszą temu setki złamanych i przewróconych drzew, które trzeba ominąć, lub jakoś się przecisnąć - rakiety śnieżne nie zdały by tutaj egzaminu. W takich warunkach wędrówka nie należy do dużej przyjemności, nie jest też możliwe wykonanie planowanego kilometrażu. Czas na przejście w plan awaryjny...

Start - Bacówka Pod Honem w Cisnej
Po 5 dniach w lesie przeszliśmy niespełna 70 km, natomiast dnia wczorajszego zeszliśmy do Jaślisk do schroniska, gdzie przenocowaliśmy. Dzisiaj wróciliśmy do domu z zamiarem rozpoczęcia trasy z nowego miejsca od nowa. Za 3 dni w czwartek zaczynamy z Gdańska w kierunku wschodnim, przez ten czas śnieg w górach stopnieje i umożliwi nam wędrówkę w ludzkim tempie...
Wrzucamy kilkanaście zdjęć i krótki opis naszej trasy....

Zasypane śniegiem betonowe słupki graniczne
Pierwszy dzień, Bacówka pod Honem, wypoczęci zjedliśmy obfite śniadanie, ustaliliśmy szczegóły i pojechaliśmy do Roztok górnych, skąd zaczęliśmy dreptać. Śnieg jest zmrożony, więc da się iść, momentami tylko się zapadamy. Mamy nadzieję, że dalej i na niższej wysokości będzie go mniej, jednak wcale na to się nie zanosi. Pogoda nam dopisuje, momentami przyświeca słońce. Dotarliśmy na Balnice, gdzie rozbiliśmy namioty, przeszliśmy 16 km.


Dzień krótki, czasu mało
Drugiego dnia pojawiają się ostrzeżenia na szlaku o niedźwiedziach - słusznie, spotkaliśmy tropy niedźwiedzi 10 razy przez kilka godzin, jednak to nic dziwnego w mniej uczęszczanych rejonach Bieszczad. Robi się mgliście, wieje wiatr, pojawiają się pierwsze oznaki wiatrów z ubiegłych tygodni... Są odcinki, gdzie przez 200 metrów nie ma śniegu, w zależności od stoku gdzie pada słońce. Warunki zimowe, próbujemy nadrobić po zmroku, jednak ilość przewróconych drzew, śnieg i mgła na to nie pozwala. Rozbijamy namioty na uboczu , jutro będziemy kontynuować. Jesteśmy w okolicy Magelin Grun.

Mroczny las
Kolejnego dnia widok o poranku całkiem zaskakujący. Nie widziałem nigdy tak zniszczonego lasu, zarówno jak nie miałem okazji iść w takich warunkach. Leszczyny i brzozy powyginane od śniegu, a jodły i świerki przewrócone od wiatru prosto na szlaku. Przeszliśmy tylko 10 km i stwierdziliśmy że zanocujemy w małym domku po słowackiej stronie tuż przed przejściem granicznym w Radoszycach.



Tutaj zapadła decyzja o powrocie i zmianie planów
Kolejny dzień, kolejne zmagania się z drzewami. Słupki graniczne w większości są zasypane śniegiem. Zastanawia nas, czy ktoś posprząta ten szlak, jak to będzie wyglądać na wiosnę? Przeszliśmy na niższe wysokości, warunki również nie są optymistyczne. Przeszliśmy przez Wielki Bukowiec i przenocowaliśmy w takim samym domku jak poprzedniego dnia. Musieliśmy jednak wcześniej odkopać drzwi od śniegu. Dzień piąty, wiatr nadal się nie uspokaja. Spotykamy ślady człowieka po rakietach śnieżnych, widać że się zapadał w śniegu. Przebrnęliśmy jeszcze kilka kilometrów i przeszliśmy rezerwat Źródliska Jasiołki.

niedziela, 5 marca 2017

Marsz dookoła Polski - 07.03.17

Zaległości na blogu co raz więcej, kiedyś to nadrobię. Tymczasem...

Wraz z moim przyjacielem Niko, idziemy pieszo dookoła Polski. Naszą przygodę zaczynamy w Bieszczadach w Bacówce Pod Honem w Cisnej, z której kierujemy się w stronę granicy. Zamierzamy najpierw przejść wszystkie pasma górskie, po czym kontynuując wzdłuż granic dotrzeć z powrotem w Bieszczady. Granica Polski łącznie wynosi 3 511 km, co daje łącznie ponad 100 dni wędrówki. Zaczynamy we wtorek.

Otworzyliśmy tutaj profil, żeby w miarę możliwości co kilka dni coś napisać i wrzucić kilka zdjęć.

Podjęliśmy wyzwanie, czy się uda? Czas zweryfikuje.

Profil FB: https://www.facebook.com/Marsz-dooko%C5%82a-Polski-343036959430558/

czwartek, 31 grudnia 2015

12-28.11.15 - Główny Szlak Sudecki

W listopadzie przeszedłem Główny Szlak Sudecki.

Główny Szlak Sudecki imienia Mieczysława Orłowicza jest drugim szlakiem w Polsce pod względem swojej długości, która wynosi 444 km. Szlak tak jak Beskidzki jest oznaczony na czerwono. Prowadzi od Prudnika przez Góry Opawskie, Masyw Śnieżnika po czym Góry Bystrzyckie, Stołowe, Sowie aż do Karkonoszy i Gór Izerskich i kończy się w Świeradowie-Zdrój.

Po przebyciu GSB zacząłem szukać informacji o dłuższych szlakach turystycznych w Polsce. Nie miałem zamiaru przejść szlaku tego roku, myślałem bardziej o wiośnie. Postanowiłem dopiero w ostatnich dniach października. Nigdy nie byłem w tych miejscach, dlatego poznam kolejne pasma górskie, czym się charakteryzują i otaczają, zobaczę jak wyglądają tamtejsze szlaki, jakich ludzi spotkam i jakie są schroniska, w których będę zamierzał spać. Daję sobie 18 dni na przejście całości, z racji krótkiego dnia. Mimo, że spodziewam się że może spotkać mnie zima pod koniec listopada nie spakowałem nic specjalnego. Wiem, że będzie łatwo, bo po Bieszczadach mam już wyrobioną porządną kondycję.

Prudnik, początek GSS

niedziela, 19 lipca 2015

10-28.05.15 - Główny Szlak Beskidzki

W maju przeszedłem Główny Szlak Beskidzki.

Główny Szlak Beskidzki jest najdłuższym szlakiem występującym w Polsce, wiodący przez góry. Długość, która jest podana na szlaku wynosi 492 km, w innych źródłach podawane są inne, wyższe wartości np. 519 km. Szlak koloru czerwonego prowadzi od Ustronia do Wołosatego przez Beskid Śląski, Beskid Żywiecki, następnie Gorce, Beskid Sądecki, Beskid Niski i Bieszczady.

O tym, że istnieje tak długi szlak wiodący przez góry dowiedziałem się przypadkowo parę lat temu, pomyślałem że ciekawie byłoby kiedyś ruszyć w tak długą trasę, jednak nic konkretnego wtedy nie planowałem. Dopiero w grudniu poprzedniego roku zdecydowałem tak na poważnie, że za pół roku, czyli w maju jak skończę szkołę i uzupełnię braki w sprzęcie to ruszę sam na szlak. Moim celem będzie poznanie poszczególnych pasm górskich, oraz poznanie nowych gatunków roślin i grzybów. Stwierdziłem, że pojadę w pierwszy weekend po maturach, w sobotę lub niedzielę. Zakładam, że będę spał pod dachem, głównie w schroniskach; biorę jednak pod uwagę nocleg w lesie. Ruszę w Ustroniu a skończę w Wołosatym, nie śpieszę się – czas który sobie daję na przejście szlaku to zakres 17-21 dni.

Sobota, 09.05.15
Od wczoraj mam nowy plecak, jestem już spakowany, postanawiam że ruszę jutro z samego rana. Będzie to mój pierwszy samotny wyjazd w góry a także pierwszy tak długi wyjazd pod względem czasu. Zastanawiam się czy na pewno dobrze się spakowałem, czy przypadkiem czegoś nie pominąłem. Ostatecznie przekładam niektóre rzeczy z jednych kieszeni do innych tak aby było mi jak najwygodniej, planuję następny dzień i wyczekuję jutra. Nie przygotowywałem się wcześniej jakoś specjalnie fizycznie, kilka dni wcześniej przebiegłem tylko kilka kilometrów. Nie będę zbyt dużo pisał na temat sprzętu, po prostu wymienię po kolei to co spakowałem. Przyznam, że sprzęt który zabieram na szlak zbyt wiele nie różni się od tego, który biorę na kilka dni w góry czy do lasu. 

W plecak o pojemności 50l zapakowałem śpiwór puchowy o komforcie 0◦C, karimatę BW, plandekę, apteczkę, latarkę czołową, dwa kubki stalowe i sporka, trochę cukru, soli, herbaty i mieszanki przypraw; mapy laminowane beskidu śląskiego i żywieckiego, busolę; spodnie flecktarn te same od kilku lat, już postrzępione przy nogawkach, cienki polar dziurawy i przypalony przy rękawie, dwie koszulki z krótkim rękawem, cienką kurtkę przeciwdeszczową, stuptuty, bielizna i skarpety na zmianę, czapkę z daszkiem zamiast okularów przeciwsłonecznych, buty wysokie górskie trekkingowe; telefon i ładowarka, aparat fotograficzny i ładowarka, statyw; szczoteczka i pasta do zębów, szare mydło; drobiazki np. dokument tożsamości i pieniądze, trochę linki, krzesiwo tradycyjne, hubka, kilka kartek, długopis. Celowo nie zabieram butów/klapków na zmianę i ręcznika do wycierania się. Nie mam też worka przeciwdeszczowego na plecak, nie zdążyłem nabyć. Jutro wstaję o 6.00.