poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Ręczny świder ogniowy


Jeśli chodzi o praktykę, pierwszą styczność ze  świdrem ręcznym miałem na wiosennym zlocie reconnet 21.04.2012. Wtedy pierwszy raz mając do dyspozycji gotowe materiały zacząłem świdrować tradycyjnym sposobem w celu uzyskania żaru – nie udało się. Świder wypadał mi z gniazda podkładki, nie umiałem dociskać i jednocześnie szybko obracać a moje ręce szybko się zmęczyły. Wcześniej informacje jakie posiadałem na ten temat, były tylko teoretyczne z opisów i ilustracji w książkach oraz filmach instruktażowych, które oglądałem. Zobaczenie, jak to wygląda na żywo umocniło mnie w przekonaniu że zasada działania jest bardzo prosta, jednak cały proces niecenia i otrzymania ognia jest trudny, bo wymaga odpowiednich umiejętności i wcześniejszego przygotowania. Wracając do domu, zabrałem ze sobą podkładkę i kilka świdrów i od tego czasu zacząłem zagłębiać  się w prymitywną technikę niecenia ognia, którą do dzisiaj używają ludzie odizolowani od cywilizacji. Parę dni po zlocie zebrałem własne materiały i wtedy pierwszy raz udało mi się osiągnąć sukces.


Nóż, podkładka, podstawka na żar, świder, rozpałka
Ręczny świder ogniowy – to prymitywy i naturalny sposób otrzymywania ognia, polegający na poruszaniu świdra rękami tak, aby wprawić go w ruch wirujący pod kątem 90° jednocześnie wywierając nacisk stosunku do podstawki. Prędkość obracającego się świdra oraz nacisk wytwarza tarcie w gnieździe podstawki, w następstwie czego powstaje drobny pył, który wraz ze wzrostem temperatury łączy się w grudkę, która zaczyna się tlić. Powstały żar ma temperaturę około 400° C, wystarczy go przenieść do rozpałki i rozdmuchać aby otrzymać płomień.

Kilka metod świdrowania:
- świdrowanie tradycyjne, gdzie dłonie zsuwają się w dół
- świdrowanie rotacyjne, podczas którego dłonie ciągle balansują na świdrze, bez opadania rąk
- świder z przegubem, gdzie świder może mieć długość kilku centymetrów
- świder z przywiązanymi kciukami
- świdrowanie wilgotnym świdrem lub w wilgotnej podkładce.

To bardzo ogólnie przedstawione sposoby świdrowania, które mogą być ze sobą połączone. Będę to opisywał w przyszłości w tematyce ognia, wraz z nabyciem odpowiedniego doświadczenia praktycznego. Dzisiaj największe doświadczenie mam w najbardziej pospolitym sposobie, przy którym ręce zsuwają się w dół podczas kręcenia świdrem, dlatego go opisuję.

Część świdrów
Świder powinien przede wszystkim suchy, okrągły w swoim przekroju i prosty o długości mniej więcej 50 - 60 cm, mogą być oczywiście dłuższe i krótsze, jednak według mnie najlepiej spisują się świdry o podanej długości. Najlepiej, żeby  średnica świdra miała wartość zbliżoną do 0,5 cm i była mniej więcej taka na całej długości. Ułatwi nam to pracę bo za jednym ruchem dłoni wykonamy więcej obrotów. Łatwo o taki świder w przypadku leszczyny zwyczajnej lub pałki wąskolistnej, natomiast w przypadku łopianu większego jest to trudne.

Świdry z pałki szerokolistnej
 Należy wiedzieć, że im grubszy świder tym większy nacisk musimy wywrzeć do podstawki, dłużej i szybciej musimy świdrować  - bardziej się męczymy. W niektórych pędach lub gatunkach roślin jednorocznych, dwuletnich które używamy na świder np. łopian większy (dwuletnia) , nawłoć kanadyjska, konyza kanadyjska (jednoroczne) w środku przekroju jest gąbczasty miękki rdzeń otoczony zdrewniałą twardą łodygą. W takich przypadkach musimy wybrać taki świder, który będzie miał odpowiednią grubość zdrewniałej warstwy łodygi na tyle, aby się nie złamał podczas świdrowania. 

Zbiór świdrów z konyzy kanadyjskiej
Ogółem na świder możemy używać wszystkich roślin, które spełniają funkcje świdra, nie ważne czy to robinia, wierzba, wiąz czy róża. Ze świdrów trzeba usunąć pozostałe pędy, liście, korę, warto wygładzić świder nożem, krzemieniem ; dzięki temu łatwiej i szybciej będziemy  świdrować i zapobiegniemy powstawaniu pęcherzy na dłoniach. Dodatkowo podczas świdrowania pojedyncze włókna ze świdra nie będą nam rozsypywać tworzącej się grudki pyłu, żaru.




W wielu przypadkach najczęściej jest tak, że świder ściera się w większej ilości niż podkładka bo jest bardziej miękki niż podkładka. Zależy to konkretnie od rodzaju rośliny jaką użyjemy na świder i podkładkę. Według mnie najbardziej współgrającym świdrem, który pasuje do różnych gatunkowo podkładek jest konyza i nawłoć kanadyjska oraz pałka, lecz w mniejszym stopniu.  Bardzo łatwo o idealny materiał z wyżej wymienionych roślin. Może nam się udać osiągnąć żar, kiedy użyjemy zestawu lipa-dąb (podkładka-świder), jednak nie jest to najlepszy wybór. 

Pospolicie występuje wiele innych gatunków, które bez problemu znajdziemy, dlatego warto wybierać najlepsze materiały, jakie oferuje nam natura. Na początek polecam proste łatwo dostępne materiały np. konyza, nawłoć, pałka na świder a na podkładkę świerk, jodłę, lipę. Każdy świder ma inne właściwości, niektóre cechy się tylko pokrywają. Zbiór świdrów roślin jednorocznych i dwuletnich trwa od późnej jesieni, od czasu kiedy łodyga przemarznie i zdrewnieje do wiosny, kiedy stare rośliny zaczną się rozkładać i nie będą już twarde tylko miękkie, czasem puste w środku. Roślina naturalnie obumarła, zdrewniała i wysuszona siłą wiatru jest idealnym świdrem. Kiedy zerwiemy wcześniej takie rośliny i wysuszymy, łodygi nie staną się twarde, będą miękkie i zgniją. W przypadku innych roślin np. lipa, klon, dąb, bez, zbiór trwa cały rok, wystarczy znaleźć uschnięty prosty patyk lub ściąć żywy i wysuszyć.

Podkładka zarówno jak świder musi być sucha, twardość mniej więcej zbliżona do świdra którego używamy ; podkładki są z miękkiego gatunkowo drewna np. sosna. Najlepiej spisującą się podkładki świerkowe i jodłowe, drewno o białej, jasnej barwie ze środka pnia drzewa. Łatwo sprawdzić, czy podkładka jest miękka, dociskamy paznokciem i zauważamy ślad na powierzchni drewna. Drewno nie może być spróchniałe, z zawartością żywicy lub grzybni. Długość  teoretycznie może być dowolna, można sobie poradzić z podkładką o długości kilku centymetrów, jednak jest to nie poręczne. Najlepiej do treningów przygotowywać sobie podkładki o długości 20-30cm ; szerokość musi większa przynajmniej o 0,5 cm niż średnica świdra.  Przeważnie szerokość podkładek których używam to  1,5 – 4 cm, pozwala to na świdrowanie po obu stronach podkładki, wykorzystując maksimum drewna. Grubość podkładki to około 1 cm, w zależności jak gruby świder stosujemy. Im grubsza podkładka, tym większą pracę musimy wykonać, żeby powstało więcej pyłu. Podkładka nie musi być z drewna, z powodzeniem możemy wykorzystać do tego grzyba np. błyskoporka podkorowego.

Gdy mamy już świder i podkładkę możemy przejść do niecenia ognia. Najpierw w podkładce robimy małe zagłębienie czubkiem noża, paznokciem lub ostrą skałą. Końcówkę świdra ścinamy, prawie na płasko, tworząc małe wybrzuszenie po środku.  Pod miejsc, w którym świdrujemy kładziemy podkładkę na żar, najlepiej żeby był to suchy liść, płaska skała lub suchy kawałek drewna. W przypadku kiedy na podstawkę na żar użyjemy wilgotnego, żywego drewna gorący pył będzie oddawał część swojej temperatury poprzez co będziemy musieli wykonywać więcej pracy, próba może się nie udać.

Następnie przykładamy świder do zagłębienia i bardzo lekko zaczynamy dociskać i obracać świdrem. Na początku czujemy duży opór, po chwili świder w podkładce wywierci odpowiednie gniazdo, po czym zaczynamy szybciej świdrować. Zdarza się, że podczas pierwotnego świdrowania nie będzie odpowiedniego tarcia i świder nie będzie się ścierał tylko polerował. Wtedy do gniazda sypiemy kilka ziarenek suchego piasku i zaczynamy ponownie świdrować, najpierw powoli aż piasek spełni swoją rolę i wysypie się. Po paru sekundach intensywnego świdrowania zacznie pojawiać się lekki dym, wtedy odkładamy świder. Zebrany pył dookoła gniazda podstawki możemy zsypać na podstawkę na żar.
 
Musimy teraz wyciąć nacięcie w podkładce, poprzez które będzie spadał pył na podstawkę na żar. Odpowiednie nacięcie jest bardzo ważne, wręcz kluczowe na tym etapie – kiedy mamy już pozostałe materiały. Powszechnie w literaturze uważa się, że nacięcie przypomina literę „V”. Przede wszystkim chodzi o to, aby nacięcie zwężało się ku górze. Na dole podkładko wycięcie musi być szerokie aby było miejsce na zbierający się pył.  Wycięcie nie może zajmować większej części gniazda w podkładce, bo świder zacznie nam wypadać i próba się nie powiedzie. Najlepiej wyciąć tak do połowy, w końcu świder musi mieć się na czym ścierać.

Kolejna próba
Siadamy na w miarę równym terenie w wygodnej pozycji, tak aby nic nie krępowało naszych ruchów, podkładkę dociskamy nogą i przechodzimy do świdrowania. Świder należy obracać pod kątem 90°, aby drewno równo się ścierało. Świdrowanie bardziej od boku lub przodu może spowodować, że świder nam się złamie lub zacznie wypadać. Kiedy mamy suche dłonie, warto przed świdrowaniem splunąć na dłonie lub posmarować lekko świder na całej długości –ja nie stosuję tego sposobu.


Tak jak wcześniej najpierw świdrujemy powoli i delikatnie dociskamy, jednostajnie zwiększając siłę docisku i szybkość obrotów, po kilkunastu sekundach przy odpowiedniej sile zacznie pojawiać się intensywny dym. Nie da się określić kiedy należy przestać świdrować. Tylko praktyczne działanie podpowie nam na przyszłość, kiedy przestać świdrować, aby powstała grudka żaru. Gdy leci intensywny dym świdrujemy jak najszybciej, cały czas dociskając.



Przerywamy świdrowanie i delikatnie odkładamy świder na bok – w bezpieczne i suche miejsce, byłby problem gdybyśmy gorącą końcówkę świdra włożyli np. w śnieg a próba by się nie udała. Delikatnie podnosimy nogę, odsuwamy podkładkę i obserwujemy. Trzeba wiedzieć, żeby nie dmuchać, bo wydychane powietrze zawiera parę wodną. Zebrany pył jednoczy się i scala się w tlącą grudkę żaru, którą przenosimy do rozpałki. Jeśli żar nie powstanie, świdrujemy dalej, pozostawiając ciemny pył.  Czasami grudka żaru zespoli się z podkładką lub podstawką na żar, wtedy musimy uważnie ją rozdzielić i dopiero przenieść na rozpałkę. Kiedy dysponujemy jakąś hubką do krzesiwa tradycyjnego, możemy sobie nią pomóc zwiększając objętość  tlącą się. Łatwiej rozdmuchamy rozpałkę, która jest wilgotna. 

Świdrowanie tak jak wspomniałem trwa kilkanaście sekund, metody trzeba spróbować i po prostu nauczyć się odpowiednio obchodzić ze świdrem. Podczas pierwszych prób najwięcej jesteśmy w stanie się nauczyć, na wiele pytań sami znajdujemy odpowiedź, za każdym razem wiemy co musimy poprawić i zrobić lepiej na następny raz, wyciągamy wnioski i przy okazji ćwiczymy niezbędnie potrzebną kondycję do tej techniki. Już po kilku, kilkunastu udanych próbach będziemy mieli odpowiednie informacje teoretyczne i praktyczne, które później pozwolą nam na osiągnięcie żaru bez wcześniejszego przygotowania fizycznego. Musimy wiedzieć jakie gatunki i zestawy stosujemy na świder i podkładkę, trzeba zrozumieć na czym to polega – wiele nam to ułatwi. Będę opisywał poszczególne materiały, zestawy te popularne i rzadkie.

sobota, 5 kwietnia 2014

Wiosenna zupa i placki z roślinami



Mamy początek kwietnia, cała ściółka od kilku dni jest pokryta roślinami, mimo że jest bardzo sucho. Powoli zieleni się podszyt, kwitną drzewa. Roślin jadalnych jest tak dużo, że bez problemu możemy sami wybierać składniki na leśną potrawę, jemy to na co mamy ochotę. Zbiór roślin wiosną jest bardzo wydajny, szybko zbieramy liście i kwiaty, w bardzo krótkim czasie możemy przygotować zdrowy, pożywny i syty posiłek nawet dla kilku osób



Do lasu zabrałem kubek, wodę, mąkę, 100g ryżu i przyprawy. Po drodze nad staw nazbierałem liście i kwiaty szczawiku,  fiołka leśnego i gwiazdnicy pospolitej, młode pędy pokrzyw i liście mniszka lekarskiego.  Do gotującej się wody najpierw wrzuciłem luzem ryż i dodałem soli. Kiedy ryż był już odpowiedni zacząłem dodawać rośliny, najpierw pokrzywy a potem zmieszaną resztę. Po kilku minutach spokojnego gotowania i po doprawieniu wyszła całkiem smaczna zupa o dominującym smaku pokrzywy i lekko słodko-kwaśnym posmaku.


Kubek zupy idealnie starczył na dwie osoby.









 

Z części zmieszanych wszystkich roślin, które zostały pomyślałem że usmażymy placki. Całość drobno pokroiłem, dodałem mąkę i wodę trochę soli i pieprzu, wyrobiłem odpowiednią konsystencje  tak samo jak w przypadku placków z pokrzywami. W ten sposób można używać wiele innych roślin jadalnych.  W kilka chwil mieliśmy usmażone trzy placki ze świeżymi roślinami. W smaku bardzo słodkie, podejrzewam że to z powodu kwiatów, które dodałem, smaczne.

poniedziałek, 31 marca 2014

Kisiel z podbiału

Pisałem kiedyś o tym, jak zrobić syrop i napar z podbiału pospolitego. W tym roku na chwilę obecną zrobiłem 1,5l syropu i wysuszyłem 2l kwiatów. Będę jeszcze zbierać kwiaty, żeby zrobić więcej syropu. Ze syropu który robiłem rok temu zrobiłem 0,5l nalewki. Myślałem co jeszcze można zrobić z powstałego syropu, wpadłem na pewien pomysł - kisiel!

Kisiel to proste danie składające się przede wszystkim z cukru, wody, mąki ziemniaczanej. Resztę składników dobieramy my sami.

Syrop i rozpuszczona mąka
Wlałem trochę słodkiego syropu do garnka. W osobnej szklance w letniej przegotowanej wodzie rozpuściłem łyżkę mąki ziemniaczanej. Kiedy syrop zaczął się gotować powoli wlałem wodę z mąką cały czas mieszając.

Konsystencja zaczęła się zmieniać na bardziej gęstą, całość gotowałem jeszcze minutę, po czym całość znad ognia.





Kisiel z podpłomykami
Otrzymujemy gęsty i słodki kisiel zapachem przypominający miód!

niedziela, 30 marca 2014

Kiszony czosnaczek pospolity

Czosnaczek pospolity (Alliaria petiolata) - to jadalna, pospolita roślina obficie występująca na terenach lekko wilgotnych, rośnie w pobliżu stawów, strumieni, toleruje lasy liściaste. Młode pędy pojawiają się pod koniec marca i w kwietniu, czosnaczek rośnie do kilkudziesięciu centymetrów.






Młode liście czosnaczku pospolitego mają delikatny czosnkowy smak i zapach, z których można przygotować kiszonkę. Młode, zdrowie i jasnozielone liście drobno kroję i wrzucam do słoika zalewając chłodną przegotowaną wodą. Do słoika wrzucam jak najwięcej liści, zalewam wodą, staram się zostawić jak najmniej pęcherzyków powietrza w  środku. Po wypełnieniu słoika do samej góry sypiemy sól i całość odstawiamy na przynajmniej miesiąc w ciemne miejsce. 


W trakcie kiszenia będziemy widzieć czy daliśmy odpowiednią ilość wody czy też nie – wtedy wodę można odlać, jednak jej nadmierna ilość w niczym nie przeszkadza, kiszonka będzie bardziej  soczysta. Liście mają ciemnozielony kolor, smakują i pachną lekko czosnkowo, wyraźnie czuć sól, w smaku przypominają starte ogórki kiszone. Ukiszone liście czosnaczku mogą stanowić substytut kiszonych liści czosnku niedźwiedziego ; obie rośliny możemy dodawać jeść z kanapką, zupą czy sałatką.


Rok temu kiedy zbierałem liście, nigdzie nie przeczytałem, żeby ktoś w ten sposób wykorzystał tą roślinę. Po spróbowaniu wiem, że to dobra opcja i w tym roku na pewno ukiszę jeden czy dwa słoiki.

sobota, 22 marca 2014

Trzeci dzień kalendarzowej wiosny – 22.03.14



Poprzedniego roku również wybrałem się na spacer, w trzeci dzień kalendarzowej wiosny. Jednak wtedy ściółka była pokryta  zmarzniętym śniegiem, stawy skute lodem lub dopiero topniały a w niektórych miejscach wisiały sople. Poprzednia zima była bardzo charakterystyczna, śnieg długo leżał i sypało jeszcze w kwietniu. W tym roku zima trwała niecałe dwa tygodnie, bo przez tyle był jakikolwiek śnieg i lekko ujemna temperatura. Jak będzie wyglądać zima w następnym roku? Mam nadzieję, że będzie obficie mroźna i śnieżna – czas pokaże!

O godzinie 12.30 byłem w lesie, zabrałem ze sobą wodę, dwa jabłka i cztery kromki chleba, nie miałem zamiaru palić ogniska. Przez pewien czas szedłem cały czas wąwozem wzdłuż płynącego strumienia. Wypatrywałem  roślin, które zwiastują wczesną wiosnę, z tygodnia na tydzień jest ich coraz więcej, zróżnicowanie gatunków również jest większe. Z gleby wyrasta wyróżniający się jasnym zielonym kolorem szczawik zajęczy i powoli zaczyna kwitnąć, w wilgotniejszych miejscach przy strumieniu mnóstwo kolorów w postaci kwiatów śledziennicy skrętolistnej, lepiężnika białego i różowego, żywca gruczołowego. Ponadto płożący się po powierzchni ziemi przetacznik perski, gwiazdnica wielkokwiatowa, swoje listki wypuścił już wawrzynek wilczełyko, w większych ilościach pojawia się pokrzywa zwyczajna. Jasnożółte kwiaty pokazuje wilczomlecz migdałolistny, który jest rośliną dwuletnią oraz wilczomlecz sosnka. Poza tym spotkać możemy jeszcze inne pospolite rośliny takie jak miodunka lekarska, zawilec gajowy, tasznik pospolity, podbiał pospolity oraz jasnota purpurowa i biała. To wszystko spotkałem dzisiaj, w innych miejscach na pewno pędy wypuszcza już pałka szerokolistna i wąskolistna, kosaciec żółty, knieć błotna. Niebawem będzie można spotkać pędy chmielu zwyczajnego, podagrycznika pospolitego i czosnaczku pospolitego, na którego czekam żeby ukisić parę słoików.

Uparcie szukałem szyszkówek świerkowych z nadzieją że spotkam mnóstwo owocników pod starymi świerkami i zjem smaczną kolację w domu, jednak nie udało się, mimo że było ostatnio parę mokrych dni. Widocznie nadal jest za sucho, w końcu mamy stopień zagrożenia przeciwpożarowego. Ściółka miejscami jest bardzo sucha, chroniona przed wodą gęstymi koronami drzew iglastych. A może za dużo wiewiórek jest w lesie, żywiących się szyszkai? Jeśli chodzi o inne grzyby które spotkałem to mnóstwo nadrzewnych, nic nowego.

Przed 15.00 odnalazłem się w znanym mi miejscu  i obrałem kierunek nad staw, gdzie spędziłem ostatnio nockę. Po drodze zauważyłem parę metrów ode mnie małego ptaka, który najprawdopodobniej miał uszkodzone skrzydło i nie mógł wspiąć się w górę, przykry widok ale takie jest życie w lesie, odpadają słabsze jednostki, przetrwają silniejsze, w ten sposób tworzy się łańcuch pokarmowy. Nad koronami drzew latały pary myszołowów wydając swój charakterystyczny jęk.

Gdy doszedłem do stawu usłyszałem mnóstwo ciekawych odgłosów, kilkanaście metrów przed stawem spotkałem pierwszą żabę trawną, im bliżej wody tym więcej osobników w różnym stadium wieku.  Ani sekundy ciszy, ciągłe nawoływanie samców, w końcu od marca trwa okres godowy tych zwierząt. Płazy i gady reagują na wibracje podłoża, w ten sposób odczuwają nadchodzące zagrożenie, dlatego kiedy idziemy skrajem strumienia lub stawu słyszymy plusk wody, kiedy żaby wskakują do wody. Do tego czasu zrobiłem kilkadziesiąt dobrych zdjęć grzybów i roślin oraz pięknej słonecznej pogody w lesie, jednak podczas przekładania karty do drugiego aparatu stojąc na nierównym terenie wypadła mi i zsunęła się do wody, wpadając głęboko za duży kamień. Próbowałem ją znaleźć i wydostać ręką, ale nic z tego - za daleko zatonęła. Jest to powód braku jakichkolwiek zdjęć ze spaceru, ale nadrobię to w niedługim czasie.  Bardzo uważnie stawiałem kroki, żeby nie nadepnąć na którąś, nie było to łatwe z powodu ich dobrego maskowania. To naprawdę ciekawe zjawisko, na jednym zbiorniku wodnym setki, a może tysiące żab, kilkucentymetrowe i kilkunastocentymetrowe osobniki. Zrobiłem sobie ławeczkę kłody brzozowej i siedziałem tak dwie godziny obserwując jak toczy się życie w lesie, w ten sposób wtopiłem się w otoczenie, zwierzęta mnie nie zauważały. Dwa metry obok mnie przeszła para żab, parę metrów obok mnie wiewiórka skakała po uschniętej leszczynie, po czym wskoczyła na świerk i chyba usnęła bo nie ruszała się kilkanaście minut i nie wydawała żadnych odgłosów. W międzyczasie cały czas śpiewało kilka gatunków ptaków, tworząc koncert nad całym stawem ; słyszałem w oddali żerowanie dzięcioła. Pospacerowałem trochę wzdłuż brzegu stawu, aby poobserwować te zwierzęta. W największej ilości spotkałem żabę trawną, mniej żaby moczarowej i kilka osobników ropuchy szarej. Udało mi się nawet dostrzec ogromny kulisty kłąb skrzeku żaby trawnej, nie spodziewałem się że znajdę coś tak ciekawego. Skrzek potrafi liczyć od kilkuset do kilku tysięcy kijanek, niesamowity widok. Słońce trochę schowało się za chmury, zaczęło mocniej wiać, ubrałem więc kurtkę, posiedziałem jeszcze kilkanaście minut i o godzinie 17.30 opuściłem miejsce udając się w kierunku wyjścia z lasu.

Spędziłem parę godzin w lesie, szkoda że tylko tyle. Jestem zadowolony podsumowując ten dzień, żałuję tylko trochę że nie mam żadnych zdjęć. Jestem ciekaw co nowego zastanę w lesie gdy niebawem znów pojawię się w tamtych rejonach.

Dla porównania, tutaj wrzucam relację i krótką galerię sprzed roku.
http://mybushcraftsoohy.blogspot.com/2013/03/trzeci-dzien-kalendarzowej-wiosny-240313.html

https://picasaweb.google.com/104572263095461936350/TrzeciDzienKalendarzowejWiosny24031302

sobota, 8 marca 2014

Międzynarodowa Giełda Biżuterii i Minerałów - 08.03.14



Wystawa trwa od soboty  do niedzieli, od 10:00 – 18.00, na której oprócz różnorodnej biżuterii możemy spotkać różne rodzaje i gatunki skał i minerałów pochodzących z całego świata. 

  

Agat, przekrój
Dwa miesiące temu dowiedziałem się, że w okolicach wiosny, w Krakowie organizowana jest giełda dotycząca biżuterii i minerałów. Stwierdziłem, że to będzie dobra okazja do zapoznania się materiałami, które można wykorzystać jako krzesak do krzesiwa tradycyjnego. Chciałem zobaczyć i dotknąć agat, jaspis, ametyst, piryt, markasyt, kwarce i krzemienie. Wszystko udało mi się znaleźć, z czego jestem bardzo zadowolony. Nie spotkałem nigdzie radiolarytu. Zakupiłem kawałek kwarcu różowego, malutki kawałek kwarcu górskiego i markasytu. 



Skamieniałość
 Oprócz tego na wystawach były ogromne skamieniałości muszli. 












Fiołek trójbarwny
Z okazji dnia kobiet, wszystkiego najlepszego!












 
Czekam na kolejną okazję do poszerzenia wiedzy na ten temat!

Więcej zdjęć w galerii: https://picasaweb.google.com/104572263095461936350/080314MiedzynarodowaGieDaBizuteriiIMineraOw