Jakby co, to żyję i mam się dobrze.
Pomyślałem, że napiszę jedno zdanie.
Czasem widzę, że pojawiają się komentarze...
niedziela, 8 grudnia 2024
Dzień dobry.
czwartek, 13 września 2018
Mały Szlak Beskidzki - 25-22.06.2018
![]() |
| Przepowiednia pogodowa niezbyt optymistyczna |
Szlak w moim odczuciu jest wzorowo oznaczony, tylko raz zgubiłem oznaczenie szlaku - za bardzo się zamyśliłem patrząc pod nogi. Przejście z Bielsko-Białej do Rabki-Zdrój zajęło mi 4 dni. Było intensywnie, ale niezbyt trudno, szlak nie jest specjalnie wymagający.
| Z widokiem na miasto... Spotkałem tutaj coś w rodzaju "obławy" straży leśnej na jeżdżących mnogo ludzi na motokrosach |
| To jedno z ciekawszych miejsc na szlaku jak dla mnie. Zbocze bukowe przypomniało mi las niczym z Bieszczadów |
| Kolejny rozgardiasz zrywkowy na szlaku. Oczywiście tablice o zakazie wstępu... |
| Dzień drugi, pogoda mglista, rześko. Temperatura 5 stopni. Zakładam od razu kurtkę, żeby nie przebierać się w ciągu dnia |
| Przelotny deszcz z cyklu popada dwa dni i przeleci? |
| Przejście nad Skawą. Spotkałem tutaj parkę bociana czarnego |
| Nasze Beskidzkie szlaki, takie piękne... |
| Idę zygzakiem omijając błotniste kałuże |
| Na Kudłaczach brak ludzi, cisza i spokój. Padało praktycznie całą noc. Jednak przestało w samą porę, kiedy zacząłem się już zbierać. |
| Mglistość nie ustępuje na pewnej wysokości. |
| Z widokiem na rozległą Mszanę Dolną. Momentami ostre słońce. Duszno, chmury wypiętrzają się jakby zbierało się na burzę - zgodnie z prognozami. Finalnie jednak nic nie zagrzmiało. |
| Ostre podejście na Luboń Wielki na sam koniec dnia daje o sobie znać. Jednak lubię krótkie i strome podejścia. Tym bardziej, że za chwilę ukończę kolejny szlak. |
Porównując do innych pasm górskich i szlaków - MSB nie ujął mnie jakoś szczególnie, może kilka miejsc mi się spodobało bardziej szczególnie. Ponownie, drugi raz - nie wybrałbym się na ten szlak, nie jest na tyle atrakcyjny.
piątek, 31 sierpnia 2018
Nocka na rybach, Wisła - 15-16.06.18
Jeśli na ryby - to niezmiennie w tym samym składzie co kiedyś.
Mieliśmy upatrzone miejsce sprzed dnia wcześniej, jednak okazało się że ktoś je nam zajął. Popatrzyliśmy na mapę i pojechaliśmy na drugą stronę rzeki, znajdując jakąś spokojną zatoczkę. Po 21.00 byliśmy rozłożeni przed zmrokiem i nastał czas na relaks... Czas leciał całkiem szybko, w końcu trwają najkrótsze noce w roku. Przed 1.00 w nocy niebo się przetarło i po chwili patrzenia w gwiazdy było widać drogę mleczną. Nawet udało się całkiem fajne zdjęcie zrobić.
Kilkanaście minut po 3.00, powolutku zaczyna robić się jasno. Godzinę później połaziłem po okolicy celem złapania wschodu, ale nic ciekawego się nie działo więc odpuściłem. Po drugie stronie rzeki ganiały się zające, powstało dokumentacyjne zdjęcie ale nawet go tu nie umieszczam. Udało się złowić 4 sumy wielkości około 30-40cm, oraz dwa klenie na spinning tuż przed zawijką do domu.
Miejsce jest fajne, około 200m dalej są wiaty, kosze na śmieci, palenisko. W ogóle ścieżka rowerowa wygląda tak, jakby wjeżdżało się do jakiejś wioski wikingów.
Mieliśmy upatrzone miejsce sprzed dnia wcześniej, jednak okazało się że ktoś je nam zajął. Popatrzyliśmy na mapę i pojechaliśmy na drugą stronę rzeki, znajdując jakąś spokojną zatoczkę. Po 21.00 byliśmy rozłożeni przed zmrokiem i nastał czas na relaks... Czas leciał całkiem szybko, w końcu trwają najkrótsze noce w roku. Przed 1.00 w nocy niebo się przetarło i po chwili patrzenia w gwiazdy było widać drogę mleczną. Nawet udało się całkiem fajne zdjęcie zrobić.
Kilkanaście minut po 3.00, powolutku zaczyna robić się jasno. Godzinę później połaziłem po okolicy celem złapania wschodu, ale nic ciekawego się nie działo więc odpuściłem. Po drugie stronie rzeki ganiały się zające, powstało dokumentacyjne zdjęcie ale nawet go tu nie umieszczam. Udało się złowić 4 sumy wielkości około 30-40cm, oraz dwa klenie na spinning tuż przed zawijką do domu.
Miejsce jest fajne, około 200m dalej są wiaty, kosze na śmieci, palenisko. W ogóle ścieżka rowerowa wygląda tak, jakby wjeżdżało się do jakiejś wioski wikingów.
Prezent - kuksa
Pogórze Wiśnickie, marsz - 50 km
Nie jest to długi dystans, ale to najdłuższy szlak na Pogórzu Wiśnickim, stąd dodałem do kategorii szlaki długodystansowe.
Na Pogórzu Wiśnickim mamy czerwony szlak. Na mapie turystycznej prowadzi z Brzeska do Jasienia zataczając prawię pętlę. W rzeczywistości błądząc za nieaktualnym oznaczeniem zatoczylibyśmy pętlę. Wybrałem swoją wersję szlaku... Od dawna już się chciałem tam wybrać, jednak zawsze odkładałem to na kiedyś, skoro tak naprawdę to jeden dzień wędrówki, to można iść kiedykolwiek...
Miałem iść dzień wcześniej, jednak burza przerwała moje plany, poza tym było już późno jak na taką trasę. No to poszedłem dzień później - tym bardziej że chciałem iść w słonecznej pogodzie. Słońce było, ale niezbyt gorąco, około 22 stopnie. Lubię wędrować w takich warunkach... Dwa razy zgubiłem szlak, raz nadłożyłem drogi a drugim razem okazało się, że cały czas jestem na szlaku tylko przez długi czas nie ma nigdzie oznaczenia.
Kiedy zgubię szlak, potrafię się z powrotem szybko odnaleźć, patrzę na mapę i otoczenie i idę orientacyjnie do szlaku, czy ścieżki. Szlak w większości prowadzi asfaltem, polami i częściowo lasem.
Przez całą drogę zjadłem 6 bananów i 4 pączki. Wypiłem 3,5 l wody. Za to w domu najadłem się konkretnie obiadem. Jak na drogę "z marszu" wyszło całkiem dobrze, brak odcisków, jakoś nie czuję się potwornie zmęczony dzień później - co nie znaczy że dzisiaj znowu bym zrobił blisko 50 km... Jeśli miałbym wędrować kilka dni inaczej rozłożyłbym kilometraż. Ale skoro to tylko jeden dzień, to można iść iść dopóki sił starczy nie patrząc na konsekwencje kolejnego dnia - że po prostu nie damy rady dalej iść.
Pokonanie 49,1 km zajęło mi 9 godzin 20 minut. Średnie tempo wyszło 5,26 km/h. Więc całkiem dobrze. Pierwsza taka wędrówka z plecakiem na lekko. Podoba mi się
Na Pogórzu Wiśnickim mamy czerwony szlak. Na mapie turystycznej prowadzi z Brzeska do Jasienia zataczając prawię pętlę. W rzeczywistości błądząc za nieaktualnym oznaczeniem zatoczylibyśmy pętlę. Wybrałem swoją wersję szlaku... Od dawna już się chciałem tam wybrać, jednak zawsze odkładałem to na kiedyś, skoro tak naprawdę to jeden dzień wędrówki, to można iść kiedykolwiek...
Miałem iść dzień wcześniej, jednak burza przerwała moje plany, poza tym było już późno jak na taką trasę. No to poszedłem dzień później - tym bardziej że chciałem iść w słonecznej pogodzie. Słońce było, ale niezbyt gorąco, około 22 stopnie. Lubię wędrować w takich warunkach... Dwa razy zgubiłem szlak, raz nadłożyłem drogi a drugim razem okazało się, że cały czas jestem na szlaku tylko przez długi czas nie ma nigdzie oznaczenia.
Kiedy zgubię szlak, potrafię się z powrotem szybko odnaleźć, patrzę na mapę i otoczenie i idę orientacyjnie do szlaku, czy ścieżki. Szlak w większości prowadzi asfaltem, polami i częściowo lasem.
Przez całą drogę zjadłem 6 bananów i 4 pączki. Wypiłem 3,5 l wody. Za to w domu najadłem się konkretnie obiadem. Jak na drogę "z marszu" wyszło całkiem dobrze, brak odcisków, jakoś nie czuję się potwornie zmęczony dzień później - co nie znaczy że dzisiaj znowu bym zrobił blisko 50 km... Jeśli miałbym wędrować kilka dni inaczej rozłożyłbym kilometraż. Ale skoro to tylko jeden dzień, to można iść iść dopóki sił starczy nie patrząc na konsekwencje kolejnego dnia - że po prostu nie damy rady dalej iść.
Pokonanie 49,1 km zajęło mi 9 godzin 20 minut. Średnie tempo wyszło 5,26 km/h. Więc całkiem dobrze. Pierwsza taka wędrówka z plecakiem na lekko. Podoba mi się
Bieszczady w maju - 09-12.05.18
Kilka dni w Bieszczadach, celem zobaczenia żywej zieleni, i wschodów słońca. Przy okazji odwiedziłem ponownie znane mi okolice i miejsca. Krótka fotorelacja.
| Mgła o wschodzie słońca w dolinie Solinki |
| Żółty szlak na Połoninę Wetlińską |
| W drodze na Smerek, widok na Przełęcz Orłowicza i Połoninę Wetlińską |
| Las majowy |
| Pod Smerkiem |
| Burza i deszcz na Słowacji |
| Ostatni płat śniegu w Bieszczadach. Na stoku Wielkiej Rawki najdłużej się utrzymuje |
| Mgła w dolinie Wetlinki |
| Chwilę po wschodzie słońca |
Sarna europejska (Capreolus capreolus)
Kiedy po zimie trawy i inna roślinność jest w kolorze siana, a zieleń z dnia na dzień jest co raz bardziej bujna, sarny nadal mają zimową suknię, czyli sierść. Na nizinach, dopiero w maju zrzucają swoją sierść, natomiast w górach jest to później z racji sroższych warunków i dłuższej zimy. Jest to głównie funkcja ochronna, zwierzę lepiej się maskuje, mniej traci energii zimą.
05.04 Wybierając się w okolicę czatowni kątem oka zauważyłem sarnę, nie zwróciła na mnie uwagi - miała też spory dystans, nie musiała się mną przejmować. Wracając po kilkunastu minutach okazało się że nadal jest mniej więcej w tej samej okolicy dlatego, ponownie wypakowałem wszystko z plecaka, dodatkowo ubrałem bluzę i koszulkę na głowę w celu zamaskowania i zacząłem podchód.
Przechodząc przez trawy, coś w rodzaju trzcinnika zacząłem się czołgać od pagórka traw do kolejnego pagórka. Co jakiś czas robiłem zdjęcia, nie wiedziałem czy sarna za chwilę się nie spłoszy oraz kiedy usłyszy dźwięk, który wyzwala wciśnięcie migawki w aparacie. Udało mi się przeczołgać około 20m, kiedy byłem już naprawdę blisko. Emocje z każdym metrem się potęgowały. Problemem stało się to, że sarna wcale nie chciała podnieść głowy, tylko cały czas skubała wczesną zieleń. Po chwili podniosła się, ale nie zauważyła mnie, po czym położyła się i zamknęła oczy - udała się na drzemkę. Nie trwało to długo, po czym przyszła drugie zwierzę, którego w ogóle nie widziałem. Najwidoczniej to jakaś mała rodzina. Wykonałem kilka zdjęć i oddaliłem się tak, aby agresywnie nie spłoszyć zwierząt.
Całe spotkanie trwało blisko godziny i było pierwszym takim udanym i ciekawym podejściem zwierzyny z aparatem.
05.04 Wybierając się w okolicę czatowni kątem oka zauważyłem sarnę, nie zwróciła na mnie uwagi - miała też spory dystans, nie musiała się mną przejmować. Wracając po kilkunastu minutach okazało się że nadal jest mniej więcej w tej samej okolicy dlatego, ponownie wypakowałem wszystko z plecaka, dodatkowo ubrałem bluzę i koszulkę na głowę w celu zamaskowania i zacząłem podchód.
Przechodząc przez trawy, coś w rodzaju trzcinnika zacząłem się czołgać od pagórka traw do kolejnego pagórka. Co jakiś czas robiłem zdjęcia, nie wiedziałem czy sarna za chwilę się nie spłoszy oraz kiedy usłyszy dźwięk, który wyzwala wciśnięcie migawki w aparacie. Udało mi się przeczołgać około 20m, kiedy byłem już naprawdę blisko. Emocje z każdym metrem się potęgowały. Problemem stało się to, że sarna wcale nie chciała podnieść głowy, tylko cały czas skubała wczesną zieleń. Po chwili podniosła się, ale nie zauważyła mnie, po czym położyła się i zamknęła oczy - udała się na drzemkę. Nie trwało to długo, po czym przyszła drugie zwierzę, którego w ogóle nie widziałem. Najwidoczniej to jakaś mała rodzina. Wykonałem kilka zdjęć i oddaliłem się tak, aby agresywnie nie spłoszyć zwierząt.
Całe spotkanie trwało blisko godziny i było pierwszym takim udanym i ciekawym podejściem zwierzyny z aparatem.
Żaba moczarowa (Rana arvalis)
Przełomem marca, lub bardziej początkiem kwietnia, kiedy kończy się etap wiosennych przymrozków a słońce staje się co raz bardziej ostre i i ciepłe trwają gody żab, trochę później ropuch. Jak dla mnie to jeden z ciekawszych, bardziej emocjonujących wydarzeń jakie mają miejsca wiosną w naturze.
Specyficzny odgłos, który słychać już z kilkudziesięciu metrów o poranku i wieczorem niektórzy porównują do odgłosu wrzenia wody lub zanurzonej butelki w wodzie, z której ucieka powietrze. Żaby moczarowe w przeciwieństwie do innych gatunków np. trawnej są bardzo płochliwe, dlatego prawie niemożliwe jest podejście w głębokiej wodzie tak aby nie spłoszyć całego skupiska. Reagują one na drgania wody, zatem kiedy jedna się schowa - schowa się cała grupa, po czym nagle wypełniony żabami zbiornik wodny staje się pusty i totalnie cichy. Samiec w przeciwieństwie do samicy na czas godów przebarwia się na niebiesko-błękitną barwę. To niesamowite, wygląda wówczas jak egzotyczny płaz. Okres godowy w zależności od wiosny trwa czasem dwa lub trzy tygodnie.
Aby uskutecznić bliskie obserwacje żab należy znaleźć skrawek lądu z widokiem na taflę wody, lub zrobić coś w rodzaju platformy, na której będziemy mogli się położyć. Podczas naszej drogi w takie miejsce żaby pouciekają, jednak po około 30 minutach powinny ponownie wynurzać się pojedyncze sztuki jedna za drugą. Z czasem żaby będą na wyciągnięcie ręki. Można zatem próbować wykonać zdjęcia z bliska. Przez dwa dni spędziłem na torfowisku kilka dobrych godzin, żeby wykonać satysfakcjonujące mnie zdjęcie. Następnym razem powinno być łatwiej, znam już lepiej miejsce i zwyczajne tych zwierząt.
Specyficzny odgłos, który słychać już z kilkudziesięciu metrów o poranku i wieczorem niektórzy porównują do odgłosu wrzenia wody lub zanurzonej butelki w wodzie, z której ucieka powietrze. Żaby moczarowe w przeciwieństwie do innych gatunków np. trawnej są bardzo płochliwe, dlatego prawie niemożliwe jest podejście w głębokiej wodzie tak aby nie spłoszyć całego skupiska. Reagują one na drgania wody, zatem kiedy jedna się schowa - schowa się cała grupa, po czym nagle wypełniony żabami zbiornik wodny staje się pusty i totalnie cichy. Samiec w przeciwieństwie do samicy na czas godów przebarwia się na niebiesko-błękitną barwę. To niesamowite, wygląda wówczas jak egzotyczny płaz. Okres godowy w zależności od wiosny trwa czasem dwa lub trzy tygodnie.
Aby uskutecznić bliskie obserwacje żab należy znaleźć skrawek lądu z widokiem na taflę wody, lub zrobić coś w rodzaju platformy, na której będziemy mogli się położyć. Podczas naszej drogi w takie miejsce żaby pouciekają, jednak po około 30 minutach powinny ponownie wynurzać się pojedyncze sztuki jedna za drugą. Z czasem żaby będą na wyciągnięcie ręki. Można zatem próbować wykonać zdjęcia z bliska. Przez dwa dni spędziłem na torfowisku kilka dobrych godzin, żeby wykonać satysfakcjonujące mnie zdjęcie. Następnym razem powinno być łatwiej, znam już lepiej miejsce i zwyczajne tych zwierząt.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


