niedziela, 22 października 2017

Gruszki z żaru

Gruszki w żarze
Owoce po kilkunastu minutach
Dzisiaj na słodko czyli gruszki z żaru w ognisku. Po chwili palenia ogniska wytworzyło się trochę bukowego żaru. Gruszki kładę na żar i lekko obsypuję, aby równomiernie się piekły. W międzyczasie strugam łyżkę z leszczyny popijając herbatę. W trakcie pieczenia skórka pęka i słychać syczenie soku. Nie ma się co przejmować, że owoc nam się spali, bo sok i skóra temu zapobiega. Kiedy skórka zarumieni się na brązowo i zacznie odchodzić od miąższu owoce można wyjąć z żaru i jeść. Warto przyprawić cynamonem lub cukrem jak ktoś lubi bardzo słodko.

W ten sam sposób można przyrządzać jabłka czy śliwki...

piątek, 20 października 2017

Zlot reconnet jesienny 06-08.10.17

No i nastał czas na kolejne spotkanie, zlot jesienny reconnet w Bieszczadach, który miałem przyjemność organizować. Miejsce to baza Rabe tuż przy Rabiańskim potoku. Frekwencja od początku stawała pod znakiem zapytania, finalnie pojawiło się kilka osób z forum oraz kilku turystów ze szlaku.


W Bieszczady przyjechałem w czwartek, dzień wcześniej. Jak w większości razu zawitałem do Bacówki pod Honem, gdzie od dwóch tygodni gospodarzą nowi dzierżawcy. Po południu zaczęło padać, towarzyszył temu bardzo silny wiatr, jednak wybrałem się do lasu zobaczyć jak mają się jesienne kolory w lesie. Nocą przyjechał Ryszard, po czym zaplanowaliśmy kolejny dzień.
Piątek w samo południe zjawiliśmy się na miejscu zastając pustą bazę. W środku pojawiła się meblościanka, jest teraz gdzie pochować sprzęt kuchenny. Ja zająłem się zbieraniem mniejszego i większego drewna na ognisko, a Ryszard rozpoczął gotowanie, które skończył dopiero po zlocie.

Leniwie oczekiwaliśmy pierwszych, niewiadomych zresztą uczestników, kto się pojawi a kto nie. W międzyczasie co chwila pada przelotna mżawka, co dodaje tylko uroku obecnej jesieni. W lesie dominuje żółto-zielony kolor, jednak barwy te ciągle się zmieniają. Po południu dotarł Pasikonik, SmileOn i Niszka. W międzyczasie na piecu powstała sałatka i barszcz biały na żeberkach oraz smażone kotleciki. Powoli zaczynał się wieczór i dalsze gotowanie


Dołączyła się do nas trzyosobowa ekipa z okolic Głogowa, która przyszła tutaj na nocleg z Chryszczatej, wieczór spędzamy łącznie w osiem osób. Jest ciepło, palimy w kominku, popijamy herbatkę jest tak jak być powinno.

Kolejnego dnia nieśmiało słońce zaczęło się przebijać, w południe odwiedziła nas wycieczka, pełen autobus z leśniczymi, po chwili pojechali dalej - frekwencja zdecydowanie dopisała. W ciągu dnia każdy zajął się swoim światem, tymczasem Ryszard nadal gotował. Powstały steki z brokułami w sosie, smażone oscypki w panierce z żurawiną i cały gar kwaśnicy z mięsem i ziemniakami. Pasikonik wystrugał tymczasową łychę i szpatułkę a w międzyczasie nas wszystkich naszkicował... Z okolicznych lasów przybyła Kasia włóczęga a pod wieczór pojawił się Wilson "werbując" do nas ze szlaku Jolę, Asię i Marka. Po zmroku przybyła także czwórka turystów, którzy są na kursie survivalu. Obawiałem się jak to będzie z jedzeniem a wyszło jak zawsze - wszystkiego było za dużo, głód nam zdecydowanie nie groził! Wieczorem usmażone zostały rydze, które w lesie rosną w niesamowitej ilości, wystarczy wybierać tylko te młode, lepsze okazy.

Wieczór i noc spędzamy w środku, nikt nie spał na zewnątrz. Niebo się przetarło i pojawiły się gwiazdy i delikatny przymrozek. Posprzątaliśmy dokładnie bazę - niedziela jak to niedziela, czas śniadań, pakowań oraz powrotu - przynajmniej dla niektórych, bo spora część z nas nadal zostawała w Bieszczadach. Sporo rzeczy w przenośni ginęło, a tak naprawdę zmieniało tylko swoje położenie, jeśli coś zgubiłeś, jest w twojej kieszeni. A jeśli ktoś Ci naostrzył nóż zaraz się skaleczysz i będziesz opatrywany...


Zastanawiałem się nad frekwencją zlotu, od początku nie było szału w dodatku kilka osób przed terminem odpadło, jednak nie musi być nas wielu aby się spotkać z powodzeniem i dobrze spędzić czas w świetnym miejscu przyrodniczym. Było kameralnie i niczego nam nie brakowało. Zrobiliśmy jak zawsze zdjęcie grupowe i rozeszliśmy się w swoje strony... Był to pierwszy zlot w domu, jakkolwiek to interpretując. Dzięki Wam za kolejne spotkanie!

czwartek, 19 października 2017

Dzięcioł vs. wiewiórka



Ślady żerowania dzięcioła i wiewiórki na szyszkach
świerku i sosny


Jesień to czas, kiedy drzewa zrzucają swoje owoce ale też okres gromadzenia zapasów przed zimą przez zwierzęta nie tylko w organizmie ale i w dziupli czy spiżarni. Dzisiaj moją uwagę przykuł i to dosłownie dzięciol oraz wiewiórka a dokładniej ich ślady obecności...




Sosnowa szyszka w kuźni dzięcioła

Zacznijmy od dzięcioła, bez podważalnie jest to bardzo ciekawy ptak. U mnie w lesie intensywnie żeruje na szyszkach świerkowych i sosnowych w tak zwanych kuźniach. Dzięcioł wtyka dziobem np. szyszkę sosnową w szczelinę w drzewie po czym uderzając wydłubuje jadalne nasiona. Dzięcioł lub różne gatunki dzięciołów przylatują na ten sam dąb i wydłubują nasiona, pod drzewem leży setki szyszek sosnowych z różnego okresu czasu...


Uczta wiewiórki na świerkowym pniu
Jeśli chodzi o świerkowe szyszki, dzięcioł stosuje tą samą metodę w przeciwieństwie do wiewiórek, które całą szyszkę skubią z łusek wybierając nasiona. Pod świerkami ściółka pokryta jest takimi łuskami. Spotkałem dzisiaj takie miejsca, gdzie ucztują wiewiórki i dzięcioły. Nasiona zarówno świerka jak i sosny również dla nas są jadalne, jednak uciążliwe jest ich wybieranie.

Wiewiórka pospolita w akcji...

piątek, 29 września 2017

Szpatułki z drewna

 
Szpatułki
Ryż w sosie łagodnym na ostro
Kiedyś, sam już nie pamiętam kiedy wystrugałem sobie dwie małe szpatułki siedząc przy ognisku. Spontanicznie, bez konkretnego przeznaczenia powstały dwa małe przedmioty do leśnej kuchni. Większa o ile pamiętam jest z sosnowego drewna a mniejsza z brzozy. Szpatułki mają kilka lat, kilka razy posmarowałem je olejem jadalnym w celu konserwacji. Nie ma tutaj niczego skomplikowanego, taką łyżkę można wystrugać w kilkanaście minut. Jesień, kiedy wieczory są dłuższe warto podłubać w drewnie a nuż powstanie coś bardziej lub mniej ambitnego.

wtorek, 12 września 2017

Kotlety z kani

Wrzesień to wstęp przed jesienią, w tym czas wysypu grzybów. Dzisiaj nie będzie żadnych nowości, po prostu pospolita czubajka kania w postaci kotleta w panierce. Kilka dni temu zebrane kanie jadłem w domu. Następnym razem trzeba spróbować w lesie...

Czubajka kania
Smażone kanie w Bieszczadach
Kanie rosną w lesie jak i na śródleśnej łące. Najlepiej zbierać rozwinięte, świeże i młode kapelusze. Wystarczy obtoczyć w jajku i bułce tartej, podsmażyć, po czym dodać soli i pieprzu. Lepiej mi smakują kiedy przyprawiam na świeżo. Kotlety są apetyczne i syte, można się najeść. Smażyć można w całości, lub pokroić na połówkę lub w ćwiartki tak jak jest nam wygodnie. Najbardziej smakują na masełku, jeśli mamy do dyspozycji... Kanie można też marynować tak jak inne grzyby i oczywiście mrozić, kiedy mamy ochotę zimą na grzyby. Kapelusz można także upiec nad ogniskiem i też będzie smaczny.

Tyle mówi i słyszy się o możliwości pomyłki z muchomorem sromotnikowym - jednak jak porównamy je, to dwa zupełnie inne grzyby z wyglądu.

czwartek, 31 sierpnia 2017

Dzień jak codzień, sierpień

Sierpień. Po powrocie do domu po czterech miesiącach czasu zacząłem na nowo odwiedzać stare miejscówki. Ten miesiąc zacząłem od wschodu słońca...

Przed wschodem
01.08 Latem rzadko wybieram się na wschód słońca, jednak o tej porze słońce pojawia się nad drzewami w dobrym miejscu do zdjęć. Wschód słońca jest o 5.15, pół godziny wcześnie pasuje być na miejscu, żeby rozłożyć się, ewentualnie przebrać i przemyśleć kadr i oczekiwać na dany moment. To był udany zdecydowanie udany wschód. Kilkanaście minut po 6.00 byłem z powrotem w domu.


Wschód słońca
Spod brzozy
W okolicach 5.00
08.08 Ponownie wybrałem się na wschód słońca z nadzieją na mgły i światło przebijające się przez mgłę. Jest po deszczach a o poranku ma się poprawić pogoda, jest więc dobra szansa na sprzyjające warunki do zdjęć. Szybkie pakowanie się, zabieram gumiaki na zmianę, bo jest mokro. O godzinie 5.00 jestem na miejscu, jednak mogłem być o wiele wcześniej.




Zaraz pojawi się słońce
Mgła i moment gdy robi się jasno, powoduje świetny mroczny klimat nad stawem...  Warunki nie wskazują na to, że coś się zmieni, jednak czekam, bo natura potrafi zaskoczyć. Obserwuję jak przemieszczają się mgły. Po 30 minutach mgła zmienia się w lekko żółtą barwę, po czym pojawia się w oddali tarcza słoneczna. Wszystko trwało kilka minut, zrobiłem kilka zdjęć i obrałem kierunek w inne miejsce a mgła pokryła w całości stawy.

Warto czekać
Las łęgowy z domieszką wierzby
 Wybrałem się na torfowiska niskie, które wyschły i zarosły trzciną. Jesienią i zimą znów będzie tu pełno wody. Jednak chodzenie jest trudne, gumiaki zapadają się w błocie. Chwilę później wracam do domu.









W międzyczasie kilka dni spędziłem w Bieszczadach o czym napisałem wcześniej na blogu...

Wydrukowałem kilka zdjęć




Poranne mgły w sierpniu o 4.40 rano


Krwawnica pospolita
29.08
Zwyczajny, słoneczny i ciepły dzień w poszukiwaniu roślin, które wpadną na kartę do aparatu. Udało się znaleźć ładną koniczynę białoróżową i, krwawnik i pyleniec pospolity. Trafiłem też na motyla, modraszek ikar, wyróżniał się na tle żółtej trawy.






Modraszek ikar