środa, 16 stycznia 2013

W poszukiwaniu grzybów - 14.01.13

Po ostatnim wspólnym wypadzie w moich okolicach osobie towarzyszącej mi spodobało się, dlatego szybko ustaliliśmy kolejny termin. Tym razem w nowym lesie dla nas obojga. Pojechałem do Poręby spytkowskiej, wieś położona 260m n.p.m. z której w dobrą pogodę widać nawet odległe o około 100km Tatry - taka ciekawostka.

Wschód słońca
Zobaczyliśmy się około 7.00, szliśmy cały czas pod górkę, aby dojść do miejsca w którym wejdziemy do umówionego lasu. Około 45 minut później, będąc na szczycie zobaczyliśmy bardzo ładny, zimowy widok wschodzącego słońca. Głównym celem tego wypadu było poszukiwanie grzybów nadrzewnych nadających się na hubkę oraz poznanie nowego terenu. 






W wąwozie
Kilka minut później byliśmy już w lesie. Osobiście od samego wejścia byłem zszokowany urokiem lasu i terenu – prawdziwa dzicz. Co kilkadziesiąt metrów bardzo stromy wąwóz, a w nim zamarznięty strumień lub lekko podmokły teren. Jednak udało się przez wszystko przejść w nic nie wpadając. Otoczenie co chwile się zmieniało, najpierw rzadki las bukowy, potem gęsty las świerkowy, pojedyncze dęby, brzozy. Początkowo idąc szliśmy cały czas pod górkę. W pewnym momencie nad zaśnieżonymi koronami starych świerków z dwóch stron było widać odległe pola, łąki, domy. Wspaniały widok. 

Przy strumieniu
Cały czas czułem się jakbym był w prawdziwych górach, w odległym miejscu od domów ludzi... Po drodze spotykaliśmy mnóstwo śladów sarny, mój towarzysz zauważył nawet ślady łosia. Przecinając ludzkie ścieżki bardzo często widzieliśmy na śniegu ślady krwi. W pewnym momencie usłyszeliśmy dźwięki pił mechanicznych. Pomyślałem, abyśmy poszli w tamtym kierunku. Po kilku minutach zobaczyliśmy dwóch ludzi, którzy wycinają drzewa, widzieliśmy nawet jak spada jeden średniej wielkości świerk ; dość ciekawy widok. Ominęliśmy ich, idąc tam gdzie widok lasu jest ciekawy. Spotkaliśmy paśnik na zboczu, raczej mało używany przez zwierzęta.

Przy ognisku
Pomyśleliśmy, że warto będzie zatrzymać się i zjeść trochę kromek chleba, ogrzać i wysuszyć się, wypić coś ciepłego. Kilka minut i ogrzewaliśmy się ciepłem ogniska jedząc pieczony chleb, czekając na wywar z igliwia świerkowego. Wysuszyliśmy trochę spodnie i rękawiczki, odetchnęliśmy czekając aż ognisko dogaśnie i ruszyliśmy dalej. Było już po 10.00. Obraliśmy jakiś kierunek i poszliśmy dalej pod górkę. 




Dom
Nagle na szczycie lasu zauważyłem dom, a kilkadziesiąt metrów dalej ambonę zrobioną z mebli. Wokół była ścieżka wydeptana przez jakiegoś człowieka, co jakiś czas były ślady krwi. Przeszliśmy obok domu, przy ambonie było sporo krwi i wnętrzności jakiegoś zwierzęcia. Mieliśmy mieszane uczucia na ten temat. Kilkanaście metrów dalej zobaczyliśmy ścieżkę po której jechał samochód. Nieopodal był samochód, jakiś człowiek i znak zakazujący wstęp do lasu spowodowany wycinką drzew. 




Świerk, który spadł wraz ze mną po tym jak go chwyciłem
spadając
Postanowiliśmy nie iść dalej tylko wrócić, ale inną drogą niż przyszliśmy. Cały czas oczywiście nie wiedzieliśmy gdzie jesteśmy, jedynie mniej więcej orientowaliśmy się jak wrócić w razie nagłej potrzeby. Przechodząc przez buczynę powiedziałem: "czemu tu grzybów nie ma?" i w tym samym momencie zauważyłem buk porośnięty kilkudziesięcioma hubiakami. Dwa owocniki zabrałem ze sobą. Nagle zauważyłem jadący samochód, szlaban i drogę. Wróciliśmy się głęboko w las, gdzie znów były wielkie wąwozy, strome pagórki, zbocza z zamarzniętą ziemią albo z dużą ilością śniegu i liści. Nie obyło się oczywiście bez upadków, których łącznie było kilkanaście, w tym 3 takie, przy których 
pojechałem…

Głodny szybko rozpalam ognisko
Byliśmy już głodni, trochę zmęczeni, więc zaczęliśmy szukać dobrego miejsca na ognisko. Dopiero za trzecim pagórkiem znaleźliśmy ciekawe miejsce pod starymi świerkami. W 20 minut zebraliśmy sporo podpałki, trochę grubszego drewna i zacząłem rozpalać. Ognisko już dobrze się paliło, przepakowałem plecak, zacząłem przygotowywać żurek, kawę z żołędzi i pieczone kromki z wyborną, ciepłą wędliną znad ogniska. Do żurku dodałem trochę wędliny, kawałków chleba i przyprawy. Wrzuciliśmy też kilka ziemniaków do żaru ogniska, które zjedliśmy pod koniec naszego bytowania. 

Pod górkę...
Około 15.30, gdy nie było już nic do jedzenia i picia posiedzieliśmy jeszcze przy ogniu, spakowaliśmy wszystkie śmieci do osobnej siatki, przepakowaliśmy plecaki i zgasiliśmy ognisko. Wyjąłem busolę, obraliśmy kierunek na wschód. O 16.00 wyszliśmy z lasu bardzo zadowoleni i zmęczeni.

Podsumowując spotkałem mnóstwo hubiaków pospolitych, czyreni jodłowych i dębowych, wrośniaków garbatych. Znalazłem też dwa małe owocniki murszaka rdzawego, które zabrałem ze sobą. Spotkałem też gmatwicę chropowatą, przy której hymenoforze blaszkowym rozwinęła się akurat część nadająca się na hubkę. Zrobiłem około 45 dobrych zdjęć, które umieszczę w odpowiednie albumy w swojej galerii. Szkoda, że nie znalazłem świdra ze świerku i nie nazbierałem materiału na podkładki z jodły. To chyba mój najlepszy wypad do lasu jak dotąd. Na pewno odwiedzę jeszcze te okolice niejednokrotnie.

sobota, 5 stycznia 2013

Orzech włoski (Junglas regia) - ciastka z orzechami, podpłomyki i napar

Nareszcie pierwszy wpis, dotyczący pożywienia, taki jaki chcę, czyli informacje o roślinie i zastosowaniu poszczególnych części roślin wraz ze zdjęciami. Nie napisałem wszystkiego jeśli chodzi o praktyczne zastosowanie, bo pewnych czynności jeszcze nie robiłem. Postaram się uzupełnić to, czego nie zrobiłem w tym roku i wtedy wrzucę osobny wpis, który będzie uzupełnieniem tego wpisu.


Orzech włoski (Junglas regia) – to pospolicie występująca roślina w Polsce o działaniu bakteriostatycznym, która czasem dziczeje. Pochodzi z Rumunii. Orzech włoski należy do roślin długowiecznych, owocuje po 10-15 latach, nawet przez 500 lat. Dorasta do 25 metrów, ma bardzo rozbudowaną koronę. Drewno jest średnio twarde, dobre na opał. Orzech dziko występuje przeważnie na łąkach, polanach w okolicach lasu. Ciekawostką jest, że przeważnie wokół orzechów włoskich nie występuje wiele innych gatunków roślin ze względu na toksyczność liści. Zjawisko to nosi nazwę allelopatii ujemnej. Drugim powodem braku wielu roślin wokół orzechów włoskich jest wspomniana wcześniej rozbudowana korona drzewa, która w pewnym stopniu blokuje dostęp światła.

Orzechy w formie pestkowca
Owoce występują w formie pestkowca w zielonej łupinie. Nasiona jadalne są na surowo. Podczas gdy łupiny są jeszcze zielone, orzechy też nadają się do jedzenia, jednak są bardzo gorzkie i ciężko się do nich dostać. Najlepiej zbierać od końca września, kiedy już same zaczynają spadać z drzewa i zielone łupiny same pękają. Zawierają około 50-60% tłuszczów, 20-25% białka i 10-15% węglowodanów, witaminy z grupy B i E oraz sole mineralne np. magnez. 100 g orzechów to około 500 kcal. Kiedyś ludzie uważali, że orzechy mają pozytywne działanie na wzrok. Orzechy są doskonałym pożywieniem, które łatwo się zbiera, przechowuje, wykorzystuje. Najlepszym sposobem konserwacji orzechów jest ich wysuszenie. Można suszyć same nasiona lub całe orzechy w formie pestkowca. Suszy się w przewiewnym miejscu. Ja suszyłem w skrzynkach na słońcu. Z owoców wyrabia się przemysłowy olej roślinny, który jest jednym z najcenniejszych olei roślinnych. Ciekawostką jest , że Indianie mielili nasiona wraz ze zdrewniałymi pestkami, całość gotowali w wodzie i zbierali powstały tłuszcz z powierzchni wody. Podczas łuskania orzechów zostaje ogromna ilość zdrewniałych pestek, które można użyć jako opał.

Młode liście
Liście rozwijają się w maju, na początku są bardzo miękkie, z czasem stają się bardziej wyrazisto zielone, twardsze. Rosną naprzeciwlegle, są bardzo duże. Liście mają działanie antybakteryjne (jak inne części roślin), przeciwzapalne. Zawierają kwasy organiczne i substancje barwiące np. flawonoidy.  Ze świeżych liści przyrządza się odwar, który po wypiciu ma działanie przeczyszczające. Odwar ze świeżych liści może służyć także do płukania jamy ustnej (działanie antybakteryjne),  do przemywania ran, robienia okładów na oparzenia, choroby skóry. Liście zbiera się na przełomie czerwca i lipca, suszy się w ciemnym miejscu.

Łupiny, kiedy są jeszcze zielone wykorzystuje się do robienia nalewki, którą stosuje się na ból żołądka, biegunkę.
Kora orzecha jest gładka, szara. Z wiekiem rośliny staje się chropowata, pęka. Podobno kiedyś przyrządzano napar z kory, który działał przeczyszczająco. Takie samo wykorzystanie podobno miał korzeń.

Obłuskane orzechy ; nasiona
Co roku mam bardzo dużo suchych orzechów włoskich. Zwykłe jedzenie ich stało się dla mnie już nudne. Chciałem zrobić coś nowego, czego nigdzie wcześniej nie widziałem.










Obłuskane orzechy ; nasiona
Postanowiłem zmielić orzechy na mąkę. Zmielone orzechy nie mają typowo charakteru mąki z powodu dużej ilości tłuszczów w sobie. Świeżo zmielone orzechy przylegają do siebie, lepią się. Po wysuszeniu zmielonych orzechów mniej do siebie przylegają, w dotyku czuć tłuszcz.








Napar z uprażonych orzechów
Z czystej ciekawości namiastkę zmielonych orzechów uprażyłem. Po uprażeniu zalałem je wrzątkiem i parzyłem około 10 minut. Uprażone orzechy w ogóle nie przypominają smakiem, zapachem i wyglądem kawy z żołędzi. Powstały napar ma żółty kolor, smakuje podobnie do naparu z orzechów, tylko smak jest dużo mniej intensywny.






Podpłomyki z orzechami można zrobić na kilka sposobów:

Podpłomyk z orzechów
Spróbowałem z upiec malutkiego podpłomyka tylko ze zmielonych orzechów i wody. Ulepiłem małego placka i wrzuciłem na patelnie. Po chwili podpłomyk ładnie się upiekł. Pachnie orzechami, smak orzechowy, na ustach pozostaje tłuszcz. Podpłomyk jest kruchy, bardzo smaczny.








Podpłomyk z mąką pszenną i zmielonymi orzechami (1:1)
Druga opcja to, z orzechów zmielonych na „mąkę” można upiec podpłomyki mieszając z inną mąką np. pszenną, żytnią. Skoro z samych orzechów ulepimy podpłomyki można też dodać mąkę z żołędzi, kłączy pałek. Sposób wykonania taki sam jak we wszystkich innych przypadkach.








Podpłomyki z rozdrobnionymi orzechami i żołędziami
Trzeci, najszybszy i najprostszy sposób. Orzechy należy rozdrobnić na małe kawałki drewnianym kołkiem, następnie dodać do mąki, wyrobić ciasto i całość upiec. Gdy kawałki orzechów po rozdrobnieniu będą duże, podczas wyrabiania ciasta będą odpadać, przy pieczeniu będą się spalać. Dlatego najlepiej orzechy roztłuc na jak najmniejsze części. Nie należy dawać więcej orzechów niż proporcją 2:1 (dwie części mąki, jedna część orzechów), bo ciasto będzie ciężko i nie wygodnie wyrobić. Orzechy do podpłomyków powinny być suche, żeby nie były gorzkie. Kiedy użyjemy świeżych owoców smak podpłomyków będzie lekko gorzki, lecz mimo to podpłomyki będą smaczne. Robiąc kilka sztuk podpłomyków (3-4) używałem około 2-3 garści rozdrobnionych orzechów. To nie wiele, bo około 10 całych owoców. Smak  jest delikatny, wyczuwalny. To proste i szybkie danie do wykonania w terenie jak i w domu. Takie podpłomyki najlepiej moczyć lub popijać ciepłym, słodkim napojem.

Ulepione placki
Smażone ciastka z orzechami. Zmielone orzechy zmieszałem z mąką pszenną w proporcji 1:1. Dodałem wody i wyrobiłem ciasto. Uformowałem kilka cienkich i grubych placków.










Smażenie
 Następnie wrzuciłem je na patelnie z olejem. Cienkie placki smażyłem na płytkim oleju. Gdy z jednej strony miały odpowiedni kolor, przewróciłem na drugą stronę. Grube plaski smażyłem zanurzone w oleju. Postępowałem tak samo jak z tymi cienkimi. Podczas smażenia podpłomyki zmieniają kolor na żółty, pomarańczowy i brązowy aż czarny. Kolor zależy od długości, intensywności smażenia. 




Smażone ciastka z orzechów włoskich

Według mnie to najlepsza możliwość wykorzystania owoców orzecha włoskiego. Ciastka przyjemnie pachną, ciepłe wyśmienicie smakują. Są bombą kaloryczną, warto coś takiego ze sobą zabierać zimą.









Napar z orzechów
Aby sporządzić napar z orzechów potrzebujemy wrzątek i kilka sztuk orzechów, około 4-5. To wystarczy na porcję około 250ml. Orzechy rozgniatamy drewnianym kołkiem w kubku, menażce lub innym naczyniu, na drobne części. Następnie całość zalewamy wrzątkiem. Po ostygnięciu można pić i rozkoszować się smakiem dobrych, orzechów.  Najlepiej użyć suchych orzechów – takie są słodkie, napar jest również słodki. Można dosłodzić całość dosypując pół łyżeczki cukru. W przypadku kiedy użyjemy świeżych orzechów napar będzie lekko gorzkawy, lecz przyjemny w smaku, wtedy można dodać więcej cukru. Podczas picia kawałki orzechów wpadają do buzi więc płyn przełykamy, a orzechy bardziej zgniatamy zębami aby można było go przełknąć. Pod koniec picia całości na dnie zostanie skórka z orzechów, która jest gorzka (nawet gdy użyjemy suchych orzechów), można ją zjeść. Można całość sporządzić inaczej, a mianowicie po około 10 minutach od zalania rozgniecionych orzechów całość przefiltrować. Wtedy mamy napar do picia i osobno orzechy, które można zjeść. W survivalu chodzi o to, aby wykorzystać maksimum tego co mamy, także nie powinno się wyrzucać resztek. Jest to tylko czynność poprawiając a komfort delektowania się. Całość ma delikatny aromat orzechów, intensywny smak. Napar ma żółtą, kremową barwę, czasami pojawia się na powierzchni pianka.

Wszystkiego dokładnie nie da się opisać. Aby wszystko ładnie wyglądało i smakowało trzeba po prostu praktyki, doświadczenia. Na pewno wiele osób w domu ma suche orzechy włoskie, które wystarczy obłuskać. Najbardziej smaczne są podpłomyki ze zmielonymi orzechami i smażone ciastka. Oprócz tego co ja zrobiłem w domu i w terenie orzechy można wykorzystać robiąc batony energetyczne lub jako dodatek do wielu potraw np. zup, sałatek.

Więcej zdjęć w galerii.

środa, 2 stycznia 2013

Schronienie

Wrzucał będę też wpisy o schronieniu. Sprawa dosyć skomplikowana jeśli chodzi o opisanie, dlatego ktoś może mieć wątpliwości do informacji jakie będę zamieszczać. Pierwszy wpis wprowadzający.

Szałas jednospadowy sprzed 1,5 roku
Schronienie to jeden z najważniejszych tematów w sztuce przetrwania. Jest miejscem, które zapewnia nam bezpieczeństwo, odpoczynek, zebranie myśli i sił. Chroni nas przed warunkami atmosferycznymi, czyli przed deszczem, śniegiem, gradem, wilgocią, niską i wysoką temperaturą, burzą, wiatrem. Obozowisko chroni nas też przed dzikimi i niebezpiecznymi zwierzętami, czyli przed niedźwiedziami i wilkami. Miejsce takie powinno pozwolić nam rozpalić ogień, ogrzać się, wysuszyć, przygotować i zjeść posiłek. Jest ważnym elementem, dlatego warto wiele na ten temat wiedzieć. Ogólną zasadą obowiązującą przy budowie schronienia, kierując się jedną z zasad survivalu jest prostota. Musimy wykorzystywać maksimum tego, czym obdarza nas natura. Oznacza to, że wykorzystujemy zwalone drzewo jako szkielet szałasu lub ochronę od wiatru. Przy minimalnym nakładzie sił budujemy schronienie, dzięki czemu nie wykonujemy niepotrzebnych czynności. Również aby zaoszczędzić sił przy wykonywaniu konstrukcji, należy wykonywać rodzaj schronienia, w zależności od naszego zapotrzebowania. Gdy nie ma i nie będzie deszczu nie musimy zwracać dużej uwagi na wodoodporność tylko na np. osłonę bocznych ścian od wiatru. Podsumowując to wszystko zależy od pory roku, sytuacji w jakiej się znajdujemy…

Błyskoporek podkorowy - hubka

Przed krzesaniem
Błyskoporek podkorowy jest grzybem, który po wysuszeniu doskonale nadaje się jako materiał łapiący iskrę wykorzystując krzesiwo tradycyjne. Jest naturalnie kruchy, tak więc nie da się wyciąć z niego ładnych, płaskich plastrów jak w przypadku owocnika hubiaka pospolitego, mimo to spełnia swoje zadanie. Wystarczy wysuszyć miękkie, jasne kawałki, które nadają się najlepiej, następnie lekko potrzeć nożem lub ostrą częścią skały, o którą uderzamy aby na błyskoporku zrobić mały meszek, który ułatwi łapanie iskry. Jest to najlepszy naturalny materiał, bardzo łatwy i prosty w użyciu.

Po krzesaniu
Błyskoporka można również zwęglić tak jak w przypadku innych grzybów nadających się do tej metody rozpalania ognia. Im dłużej będziemy trzymać go w metalowej puszce, tym bardziej będzie kruchy i nie będzie odpowiedni, dlatego warto w trakcie zwęglania sprawdzić czy jest już gotowy. Odpowiednio zwęglony błyskoporek powinien być cały czarny i lekko kruchy na swojej powierzchni jednak nie na tyle aby się cały rozwalał przy większym nacisku na niego.




Tlący się błyskoporek podkorowy
Należy zauważyć, że nie każda iskra, która upadnie na kawałek grzyba spowoduje, że błyskoporek zacznie się ładnie tlić. Nie należy się tym przejmować, za następnym lub kolejnym razem uda nam się osiągnąć sukces. Podczas całkowitego zamoczenia suchego błyskoporka po niespełna 24 godzinach był odpowiednio suchy , złapał iskrę, udało się osiągnąć ogień, lecz z mniejszą łatwością niż normalnie.



Odkruszony kawałek błyskoporka

Podczas krzesania należy uważać, gdyż może się zdarzyć, że przypadkowo stalą uderzymy tak, że kawałek lub kawałki błyskoporka odpadnie łapiąc iskrę, poprzez co będzie tlił się w miejscu, w którym upadnie. Skutkiem tego może być oparzenie na skórze, wypalenie dziury w ubraniu, które mamy na sobie lub jest w naszym pobliżu a w najgorszym przypadku pożar podczas suszy. Gdy większy kawałek upadnie na suchą ściółkę będzie tlił się kilka minut, podczas gdy nas już nie będzie,  siła wiatru może spowodować pożar.



W tym miesiącu na pewno wrzucę trzy obszerne wpisy dotyczące pożywienia, wraz ze zdjęciami. Nie śpieszę się, bo chcę, aby wszystko porządnie wyglądało.

piątek, 28 grudnia 2012

Zimowy spacer - 27.12.12


Śmiało komentujcie wpisy, ciekaw jestem co dzisiaj czytelnicy uważają o blogu.

Kawa z żołędzi
Początek zimy, bez śniegu z dodatnią temperaturą spowodował, że zagościłem w lesie z osobą, którą udało mi się namówić na wspólny wypad. Około 9.00 byliśmy w lesie, poszliśmy do mojego szałasu, który robiłem 1,5 roku temu. Jak zwykle w okolicy widzieliśmy 2 sarny. Rozpaliliśmy ogień, zjedliśmy po kawałku kiełbasy, wypiliśmy napar z uprażonych żołędzi (kawę) i o 10:40 ruszyliśmy w stronę ambony i Jodłówki. Po drodze napotkaliśmy sporo porostów, grzybów naziemnych i nadrzewnych, kilka większych i mniejszych czeczot. Zebrałem jakiś obcy gatunek grzyba nadrzewnego i kilka świdrów z wierzby do ręcznego świdra ogniowego.
Kiełbasa, chleb przy ognisku
Na ambonie wypiliśmy trochę herbaty i ruszyliśmy dalej, prosto do lasu. Będąc w Jodłówce kierowaliśmy się w miejsca gdzie występują łosie. Chcieliśmy jakieś zobaczyć, jednak tym razem mieliśmy pecha. Widzieliśmy za to dzika, którego z wrażenia pomyliłem z łosiem, cicho krzycząc: „łoś!”. Osobiście byłem w dwóch nowych okolicach ; osoba ze mną pierwszy raz była w tym lesie. Przez kilka chwil w ogóle nie wiedziałem gdzie jestem, jedynie orientacyjnie wiedziałem w którą stronę iść w razie czegoś. Na łące wyszliśmy na ambonę, z której obserwowaliśmy okolice, wypiliśmy po kubku barszczu i zjedliśmy kilka kostek czekolady.
Kiełbasa, przyprawy, herbata domowa
Następnie poszliśmy w lasem w kierunku drogi powrotnej. Co jakiś czas kropił deszcz, wiał silny wiatr, jednak nic konkretnego. W odpowiednim czasie nastał czas na ognisko i posiłek – najbardziej wyczekiwany, podczas tego dnia. Zjedliśmy upieczoną kiełbasę, kilka kromek chleba, wypiliśmy domową herbatę, wywar sosnowy. Niestety tym razem się nie najadłem tak jak na początku miałem w planie. Ugasiliśmy ognisko i około 15.20 zaczęliśmy wracać. Po drodze na otwartej przestrzeni podziwialiśmy ładną tęczę i zachód słońca. Szybki marsz lasem i o 16.00 wyszliśmy z lasu. Cały opis bez jakichś szczegółów.

Zimowy zachód słońca
Dzień jak dzień, bardzo miło spędzony.  Jestem ogromnie zadowolony. Zebrałem sporo gatunków grzybów, które się suszą. W odpowiednim czasie sprawdzę czy nadają się na hubkę do krzesiwa tradycyjnego.








Więcej zdjęć w galerii:
https://picasaweb.google.com/104572263095461936350/ZimowySpacer271212#


Podpłomyki

Pomyślałem, żeby pierwszy wpis dotyczący pożywienia zrobić o podpłomykach, czyli najlepszym i najprostszym do wykonania pożywieniem terenowym. Podpłomyki można robić na wiele sposobów, z różnymi składnikami w domu, czy w lesie. Czas wykonania i prostota to cenne cechy tego pożywienia.
Podpłomyki można zdefiniować na wiele sposobów.  Najprościej napisać, że to po prostu mąka, woda i sól do smaku. To prymitywny chleb, pieczone placki. Sposób przyrządzenia: do naczynia wsypujemy mąkę i soli odpowiednio do smaku, następnie dolewamy wody i mieszamy tak aby wyrobić ciasto. Z ciasta, formujemy cienkie okrągłe placki i pieczemy na źródle ciepła. To tak ogólnie i najprościej.

Mąka żytnia ; mąka pszenna
Jako mąkę możemy użyć pospolicie występującą na co dzień mąkę pszenną i żytnią. W domu można dosypać bułkę tartą, odrobinę proszku do pieczenia, drożdży, jajka. Mąkę możemy także zrobić sami np. z orzechów włoskich, żołędzi, kłączy pałki wąskolistne j i szerokolistnej, korzeni mniszka lekarskiego, cykorii podróżnik, łyka sosny, świerku, modrzewia, męskich kwiatostanów leszczyny i innych roślin. Niektóre sproszkowane części roślin nie lepią się po dodaniu wody dlatego wtedy trzeba dosypać inny rodzaj/gatunek mąki. Nie lepi się mąka z żołędzi, dlatego trzeba do niej dodać np. mąkę pszenną.

Podpłomyk z rozgniecionymi jeżynami ; kompot z jabłoni
Jako dodatkowy składnik ciasta można używać praktycznie wszystkiego, co w granicach rozsądku się powinno nadawać. Przykładowo suszone owoce, rozdrobnione orzechy włoskie i żołędzie, pokrojone drobno liście roślin i oczywiście inne przyprawy niż sól itp.Wterenie przy ognisku można dodać trochę popiołu. Najłatwiej wyrobić ciasto z mąką pszenną, trudniej z mąką żytnią. Sposób i czas w jakim wyrobimy ciasto zależy od naszego doświadczenia i składników jakimi dysponujemy. Kiedy damy za dużo wody, dosypujemy mąki, kiedy damy za mało wody dolewamy jeszcze wody. Gdy wyrobimy ciasto tak, aby nie przywierało do naszych dłoni formujemy okrągłe placki o grubości kilku mm, 0,5cm i pieczemy.

Pieczenie podpłomyków z mąki pszennej i żytniej
Podpłomyki można piec na patelni wysmarowanej tłuszczem, tak aby nie przywierały. Nie musimy dysponować tłuszczem – wtedy pilnujemy, aby podpłomyki nie przywarły. Podpłomyki można piec też bezpośrednio nad ogniem, zawinięte na kiju, owinięte w kiełbasę, bulwy topinamburu lub inny korzeń lub kłącza, ułożone na rozgrzanych skałach – tak podobno najlepiej smakują, coś w tym jest. Jadłem pieczone podpłomyki z orzechami nad Wisłą na rybach. Kiedy uformujemy zbyt grube placki, w środku ciasto nie upiecze się i będzie surowe, wówczas podpłomyki będą rozciągliwe, elastyczne, niezbyt smaczne lecz zjadliwe. Gdy placki będą cienkie szybko upieczemy dobry, chrupiący posiłek. Ciasto rośnie, gdy temperatura wokół w tym miejscu jest zbyt wysoka, aby zapobiec temu można w podpłomyku robić dziury widelcem w kilku miejscach.

Podpłomyki
Podpłomyki robię często od niecałego roku, sporo obserwowałem co się dzieje robiąc je, sporo się nauczyłem.  Najlepiej smakują z dżemem, ciepłym napojem, słodkim syropem lub posmarowane miodem. Polecam w swoje menu leśne wprowadzić podpłomyki, gdyż to rzecz wspaniała do lasu na wyprawy!